Do sklepiku osiedlowego w niedzielne popołudnie

Człowiek sobie myśli czasami – jak ja wylądowałem w tej dżungli? Powiedzmy – niedzielne popołudnie, a tu okazuje się, że brak soli (oliwy, kuskusu, whatever) i trzeba się dostać do sklepiku na rogu. Tuż za drzwiami rozpościera się las, początkowo zapraszający i ujmujący, kamiennymi schodkami prowadzącymi wprost w szmaragdowe piekło i wijącymi się ścieżkami, wydeptanymi w gąszczu racicami zwinnych saren, nad wodę. Na przeciwgległym brzegu Rio Diablo chyhają wrogie plemiona, więc czym prędzej znów zagłębiamy się w roślinność. Wtem – pierwsze oznaki cywilizacji, przez gęstwinę prześwituje znajome logo i wkrótce obejmują cię wrota City Gross Bromma.
Ale to nie koniec tarapatów – czeka na mnie droga powrotna, przez stepy i zarośla, atakowany przez dzikie zwierzęta i dziką roślinność.
Jeśli nie dam znaku życia w poniedziałek zostałem pożarty przez trzmiele.

ObrazekObrazekObrazekObrazekObrazekObrazekObrazekObrazekObrazekObrazekObrazekObrazekObrazekObrazekObrazekObrazekObrazekObrazek

Jedna uwaga do wpisu “Do sklepiku osiedlowego w niedzielne popołudnie

  1. Nie wiem jak szwedzkie trzmiele. Ale polskie są (albo były, bo pono poziom agresji rośnie z ociepleniem) bardzo łagodne.
    Za lat dziecinnych rozwaliliśmy – nie wiedząc co to jest – zamieszkałe gniazdo trzmieli.
    Rojnie wyroiły się. Ale ani jeden nikogo nie użądlił.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s