Państwo PiS

W jednym ma rację marny logik, Jan Mak.

PiS to nie są bolszewicy. Choćby z tego powodu, że bolszewicy napędzani byli wyraźnie wyartykułowaną ideologią zbudowaną na substracie marksistowskim, wschodnim i bardzo specyficznym dialektem socjaldemokracji. Tymczasem PiS nie ma ideologicznych fundamentów, to co za ideologię się przedstawia to szmacianka sfastrygowana naprędce z resztek klerykalizmu, nacjonalizmu, solidaryzmu. Ale o ideologii PiS będzie poniżej.

Państwo autorytarne

Owszem, PiS jest autorytarny, w nękaniu opozycji, zwłaszcza tej pozaparlamentarnej, przekracza ramy zakreślone przez reguły demokratycznego państwa prawa, ale przecież daleko mu w metodach nie tylko do terroru porewolucyjnego czy stalinowskiego, ale nawet do umiarkowanego terroru ostatnich lat PRLu, choć rzeczywiście niebezpiecznie sie do nich zbliża, inwigilując organizatorów protestów, czy szczując na opozycję przez usłużne media, z publiczną telewizją na pierwszym planie. Książki Kani i Targalskiego chociażby, „demaskujące” ludzi z jakichś powodów niemiłych władzy, oparte są na tym samym schemacie, co denuncjacje na „Michnika i Kuronia” preparowane przez dziennikarzy na usługach Wydziału Propagandy KC PZPR, zbudowane na materiałach operacyjnych Służby Bezpieczeństwa pochodzących z inwigilacji, podsłuchów, donosów i tzw kompromatów. Bezpodstawne zatrzymywanie na kilka godzin to są też już metody milicyjne, wykorzystywanie policji do nękania opozycji przypomina lata 70-te.

Ale to wszystko można znaleźć w praktykach państw autorytarnych, od satrapii typu wschodniego realizowanych w byłych środkowoazjatyckich państwach posowieckich, z kultem wodza – zbawcy i twórcy narodu, z pomnikami wzniesionymi w centralnych punktach stolic, z prześladowaniami opozycji i łamaniem atrapy Konstytucji. W krajach Bliskiego lub Dalekiego Wschodu od Syrii po Filipiny przemoc policyjna, likwidowanie opozycji aż po znikanie niewygodnych polityków, działaczy i dziennikarzy mają o wiele groźniejszy charakter, niż metody obecnej władzy w Polsce

Ostatnie wydarzenia, zatrzymanie byłych funkcjonariuszy KNF to jednak nowa jakość, niebezpieczne zbliżanie sie do realizacji państwa mafijnego.

Ale nim przejdziemy do opisu pisowskiego państwa mafijnego:

Kleptokracja

Kleptokracja to dosłownie rządy złodziei. Nie chodzi tu o to, że wśród urzędników państwowych znajdą się osoby, które korzystając z możliwości jakie daje im stanowisko wzbogacaja sie niejawnie, łamiąc prawo. Metody są różne, od ordynarnych kradzieży, przez lewe faktury po wymuszanie różnego rodzaju haraczy od interesantów. Cechą wyrózniającą kleptokcję od zwykłego złodziejstwa jest przyzwolenie. W przypadku państwa PiS autorskim pomysłem jest feudalny system podziału domen. Tak jak średniowieczny suzeren rozdawał zasłużonym wasalom stanowiska, dobra i majątki tak obecnie zasłużonym działaczom partyjnym przydzielane są chlebowe posady. W przeciwieństwie jednak do merytokracji do otrzymania satnowiska nie jest wymagany profesjonalizm, jedynym kryterium są zasługi dla władzy uosobionej. Stąd wyniesienie na stanowisko Bartłomieja Misiewicza, stąd oszałamiająca kariera byłego wójta Pcimia, Daniela Obajtka, który za zasługi dla byłej premier Beaty Szydło został wyniesiony na stanowiska prezesa kolejno ARMiR, Energi i obecnie Orlenu. Po drodze i zupełnie przypadkiem również jego brat uzyskał wysokie stanowisko w dyrekcji Lasów Państwowych.

Dla rzeszy funcjonariuszy partyjnych tworzone są fikcyjne stanowiska dyrektorów ds wizerunku, komunikacji, kontaktów, analiz i co tam jeszcze w korporacyjno-kleptokracyjnej nowomowie da się nazwać.

Kleptokarcja nie może obyć się bez nepotyzmu, europoseł Czarnecki załatwia dla swego nieudanego syna nie wymagającą wysiłku synekurę w telefonicznej rozmowie z Mateuszem Morawieckim. Syn szefa wszystkich służb Mariusza Kamińskiego jest rekomendowany przez szefa Narodowego Banku Polskiego, Adama Glapińskiego, na stanowisko w Banku Światowym. Zupełnym przypadkiem w NBP ma stanowisko była żona szefa wszystkich służb.

Adam Glapiński to jeden najwierniejszych z wiernych rycerzy prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, o wielkich zasługach dla partii i prezesura NBP jest zarówno nagrodą za długoletnią służbę jak i gwarancją, że niezależność banku centralnego nie będzie tak skrupulatna i da się ją w razie potrzeby negocjować i omijać. Adam Glapiński lubi rozdawać stanowiska, dwa z nich ds wizerunku i ds komunikacji z wysokim, dyrektorskim wynagrodzeniem otrzymały niewątpliwie wizerunkowo, choć w specyficzny sposób, atrakcyjne młode kobiety.

Wreszcie nie sposób nie wspomnieć o byłej makijażystce prezesa, która na dniach została mianowana wiceministrem sportu.

System wasalny innowatorsko stosowany przez PiS ma w założeniu trzy najważniejsze cele. Oprócz wynagradzania wiernych ma przede wszystkim zalegalizować czerpanie z państwowej kasy i uchronic beneficjentów przed ewentualnymi zarzutami. To nic, że częstokroć na fikcyjnych stanowiskach, niewymagających kwalifikacji, ale wszystko dzieje się – formalnie – na legalnych papierach, nie do podważenia. Co zresztą może okazać się złudne, prawo przewiduje paragrafy dla takich praktyk.

Wreszcie, legalne zyski z niewymagających wysiłku i dobrze opłacanych stanowisk miały powstrzymywać ich beneficjentów przed pokusą nielegalnego wzbogacania się. Okazało się, że nawet najwyższe stanowiska i milionowe dochody nie stanowią zapory dla osobistej chciwości. Brak kontroli, kumoterstwo, wydzielony uprzywilejowany pas kariery nie powstrzymały byłego juz szefa Komisji Nadzoru Finansowego od domagania się „osobistej korzyści na rzecz innej osoby” i szantażowania właściciela dwóch prywatnych banków groźbą nacjonalizacji Getin Bank i Idea Bank. Szantaż i korupcaj są przestępstwami trudnymi do wykrycia, sprawca i ofiara nie są zainteresowane ich ujawnieniem, ale jestem pewien, że przypadek Marka Chrzanowskiego nie jest odosobniony.

Państwo mafijne

To państwo, w którym władza – ze strachu, ze słabości lub dla osobistych korzyści – zezwala zorganizowanym grupom przestępczym na swobodne działanie. Takim państwem stał się Meksyk, poddany bez walki kartelom, czerpiącym ogromne zyski z produkcji i przemytu narkotyków. Podobnie wygląda sytuacja Kolumbii.

W tych państwach jednak organizacje przestępcze sa zewnętrzne w stosunku do władzy i instytucji państwowych.

W Polsce to państwo stało sie organizacja przestępczą, kleptokracją. Dla ochrony własnych interesów władza kleptokratyczna przeprowadza tzw reformę sądów polegającą na likwidacji niezależności sądownictwa i poddania go kontroli i zarządowi władzy wykonawczej. Dlatego tak ważne jest, by prokuratorzy pochodzili z nadania ministra sprawiedliwości, by członkowie Krajowej Rady Sądownictwa dobierani byli z kandydatów również przedstawionych przez władzę wykonawczą – ministra sprawiedliwości lub prezydenta i by wybrani przez KRS sędziowie byli władzy wykonawczej posłuszni, by Sąd Najwyższy i Trybunał Konstytucyjny poddać kontroli i obsadzić wiernymi towarzyszami partyjnymi, w rodzaju Mariusza Muszyńskiego czy Julii Przyłębskiej.

I dlatego Mariusz Kamiński sprawuje nadzór nad śledztwem w sprawie byłego szefa KNF. Jest bowiem osobiście zainteresowany, przez osobę benefaktora swego syna, aby śledztwo nie ujawniło ewentualnych korupcyjnych powiązań między Chrzanowskim i Glapińskim – gdyż to mogłoby uderzyć rykoszetem w jego syna i w niego samego. Zrobi więc wszystko co trzeba by Glapińskiego chronić.

I dlatego 7 byłych wysokich urzędników KNF zostało kilka dni temu zatrzymanych pod zarzutem korupcji i przewiezionych na przesłuchanie do szczecińskiej prokuratury. Jest bardziej niż prawdopodobne, że inicjatywa zatrzymania całego byłego kierownictwa KNF wyszła od senatora z listy PiS, szefa Krajowej Kasy Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych. To jest jego intryga i żądza zemsty, ani Zbigniew Ziobro ani Jarosław Kaczyński nie posiadają wystarczającej wiedzy by przedstawic wiarygodne uzasadnienie.

Senator Bierecki, finansujący z pieniędzy SKOK poprzez spółkę Fratria prorządowe media ma taki właśnie modus operandi – zastraszania i nękania tych, którzy odważyli się na ujawnienie nieprawidłowości w kasach. Przez dziesięć lat nękał procesami i nasyłał, kiedy miał ku temu możliwość, funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego na dziennikarkę Biankę Mikołajewską, która pierwsza ujawniła nieprawidłowości w SKOKach. Wojciech Kwaśniak, były wiceszef KNF naraził się Biereckiemu badaniem kondycji finansowej tej organizacji finansowej, a za zbytnią dociekliwość w sprawie SKOK Wołomin, opanowanego przez gangsterów, został dotkliwie pobity, uratowany od niechybnej śmierci przez zaniepokojonego sąsiada.

Oto dlaczego mafijnemu państwu potrzebne sa uległe sądy, dlaczego prezes Glapiński próbuje uzyskać od posłusznego sądu zakaz publikacji materiałów prasowych na swój temat, dlaczego Mariusz Kamiński nie będzie drążył sprawy Chrzaneckiego a senator Bierecki może dla zemsty poprzez ministra sprawiedliwości nękać rzetelnych urzędników nadzoru finansowego.

Ideologia czyli faszyzm light

Początkowo nie ma wykrystalizowanej ideologii ani filozofii politycznej. Opiera się na kulcie nieomylnego wodza i na mitach polityki historycznej. Według Mussoliniego abstrakcyjne rozważania ideologiczne należało odrzucić na rzecz dyscypliny i podporządkowania woli il Duce (wodza) a słowa zastąpić czynami.

Dojrzały faszyzm jest anty-demokratyczny, anty-parlamentarny, anty-liberalny politycznie i gospodarczo, anty-obywatelski, anty-intelektualny, anty-indywidualistyczny, skrajnie nacjonalistyczny z ubóstwieniem narodu i państwa. Narodu bardziej rozumianego jako wspólnota historyczna niż etniczna czy rasowa.

Państwo urządzone jest na kształt korporacji, organizacji zrzeszających wspólnie pracowników i pracodawców, ale pod nadzorem partii. Sytuacja uległa zmianie wraz z objęciem władzy. Dużą rolę odgrywa symboliczna estetyka od rózg liktorskich po monumentalne projekty architektoniczne.

We włoskim faszyzmie nurt antysemicki właściwie nie istnieje i to odróżnia go zarówno od nazizmu jak i polskich ruchów inspirowanych faszyzmem. Od nazizmu odróżnia go również zasada korporatywizmu i pozostawienie działalności gospodarczej w prywatnych rękach.

A teraz rozrzućcie elementy tej układanki i ułóżcie puzzle w nowy sposób. Nie musicie brać wszystkich klocków aby osiągnąć zadowalający i – przyznacie – zaskakujący wzór.

O czym my wogóle dyskutujemy

Potworny harmider, kakafonia głosów głupich i głupszych.

Czy można zakłocać uroczystość religijną? Czy wolno przeszkadzać w trakcie modlitwy? Czy mogę wyrażać swoja niezgodę na zawłaszczanie przestrzeni publicznej przez religijne, a w tym konkretnym przypadku nawet niby-religijne – bo po prawdzie to jakaś czarna magia, gusła i wybudzanie upiorów do półżycia (nikt już w tym kraju nie wie, że Kościół uznaje realność upiorów, demonów, duchów, obcych bogów wręcz i realność wzbudzania ich do ponownego półżycia?)? Czy mogę nie zgadzać się na te orszaki, stroiki, kwiatuszki, szarfy?

Ależ oczywiście – Konstytucja daje ci to prawo. Prawo, silnie ograniczone ostatnio wprowadzonymi „uprecyzyjnieniami”, ale ciągle jeszcze – choć nie wiadomo jak długo – dające ci wolność wypowiedzi.

No ale przecież trzeba uszanować uczucia religijne, to nie wypada, to w złym guście, niegrzeczne, nieuprzejme. Przypominam, że kategorii dobrego wychowania, jako warunku leglności lub zasadności protestów nie ma nigdzie. Weż, idź się walić

ze swoimi wezwaniami i napomnieniami gdy wyłazisz ze swoją wiarą w miejsce publiczne i nakazujesz innym okazywanie jej szacunku.

Otóż ja nie muszę okazywac twojej wierze szacunku. Mogę nią w ramach wolności sumienia pogardzać, mogę uważać za zabobon, zboczenie, aberację, urojenie, mogę mieć jak najgorsze o niej zdanie i – gdy ty publicznie z nia się obnosisz – ja publicznie mogę z niej drwić.

To zasada agory, miejsca publicznego, gdzie każdy może głosić swoje przekonania, ale też każdy może te przekonania wykpić i ośmieszyć.

Co ja mówię – ośmieszyć? Nikt nie potrafi tej waszej niby-wiary ośmieszyć lepiej niż wy sami – hipokryzją, kiczem, odpustowo-funeralną estetyką i pokracznością.

Przeciw libertarianom

Fenomen polskiego libertarianizmu.

Rozumiem – gdybym miał milion dochodu rocznego i dziesięć milionów oszczędności – zacząłbym się zastanawiać. Gdybym miał dochodu i oszczędności dziesięć razy więcej zacząłbym sarkać na państwowy aparat represji, głupie przepisy i bezsensownie wydawane podatki.

Gdybym zaś miał dochód stukrotnie wyższy zapewne wyposażyłbym prywatną, dyskretnie odzianą armię i skutecznie zrealizował postulaty wolnościowców – dla siebie, kto powiedział, że wolność jest dla wszystkich?

Ale skąd nieodwzajemniona miłość do libertarianizmu u pryszczatych adolescentów na garnuszku u rodziców? Skąd te kilometrowe opusy wypisywane na cześć Anais Nin (no nie, nie wierzę) Ayn Rand przez chuderlawych studentów bezsensownych, nieopłacalnych, kierunków humanistycznych, skąd łysiejący faceci pod trzydziestkę marzący na jawie? Jak znam życie staliby się pierwszą ofiarą nowych porządków, niezaradni i nie nazbyt doświadczeni, pozbawieni swoich nędznych etatów na państwowej posadzie. Przecież nie mieliby szans, przecież państwo chroni ich i otula kołderką, państwo istnieje przede wszystkim dla nich.

To oczywiście cargo cult, przekonanie, że wystarczy naśladować poglądy możnych tego świata, by bogactwo, władza spłynęły na wyznawców, by uwolnili się od nielubianych obowiązków belferskich, czy bibliotekarskich, by rozwinęli skrzydła i ukazali zdumionemu światu przepych, wdzięk i kolorowe ubarwienie piór,

i niczym ci oczekujący na lądowanie samolotów wypełnionych wszelkim dobrem Papuasi imitują zachowania mające sprowadzić na nich powodzenie. Podobnie jak Papuasi budujący w dżungli pasy startowe, imitacje wież kontrolnych i makiety samolotów z gałęzi i liści – tak i oni budują tasiemcowe rozprawy agitacyjne roztaczające przed jeszcze bardziej pryszczatymi adolescentami oszałamiające wizje oczekujących na nich dóbr – gdy tylko opresyjny aparat przemowy państwowej upadnie.

A jakby wyglądał świat, w którym państwowe instytucje implodują lub zanihilują się? Ano, z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że wyglądałby jak świat bez państwowych instytucji.. Ta utopia nie została nigdzie zrealizowana na pełną skalę, ale istnieją przykłady historyczne i współczesne wskazujące na możliwe kierunki ewolucji takich nisz wolnościowych. Takim poligonem doświadczalnym jest na przykład Somalia, od 30 lat bez funkcjonującego rządu. Pustkę po upadku władzy państwowej wypełniają struktury klanowe – nie jestem przekonany, by nasi libertarianie byli specjalnie zachwyceni perspektywą przejęcia funkcji państwowych przez instytucje Pruszkowa i Wołomina, a tak mniej więcej można opisać stan anarchii i terroru panujący przez wiele lat w Somalii. Zresztą, upadek państwa i zanik instytucji  stojących na straży bezpieczeństwa i majątków obywateli doświadczyła tuż powojenna Polska, póki nowa władza kontrolowała tylko główne miasta, a i to nie w pełni. Płytkie zachwianie funkcji państwowych nastąpiło też po 89 roku, i od razu dało rezultat w postaci nasilenia przestępczości.

Idee libertariańskie były po wielekroć próbowane w wolnym świecie internetu – i za każdym razem kończyły się podbnie. Tam gdzie z powodów ideologicznych porządku nie pilnowały odpowiednie służby, egzekwujące przestrzeganie wyznaczonych zasad, tam władzę przejmował internetowy melanż troli wszelakich typów.

A na dniach FBI aresztowało twórcę wolnościowego portalu Silk Road. Ten tajny, libertariański z założeń, niezależny od państwa i niekontrolowany rynek wymiany dóbr szybko stał się miejscem zakupu narkotyków, broni, wymiany pornografii.

Jak na razie eksperymenty libertariańskie wypadają więc niezachęcająco, przynajmniej dla wszystkich, poza pryszczatymi adolescentami. Ale i tym znikną kiedyś pryszcze, oni sami znajdą partnerki seksualne, założą rodzinę i wstydliwie schowają na dno szafy, nigdy naprawdę do końca nie przeczytany i nie zrozumiany egzemplarz Atlasa Zbuntowanego.

Zapewne z całej przygody libertariańskiej pozostanie im jedynie głębokie przekonanie, że: „Somalia? Nigdy mnie to za bardzo nie interesowało. To jest w Afryce, prawda? Musimy o tym pamiętać. Przecież w Afryce nigdy nie powstała żadna cywilizacja – to tylko dzikie hordy i społeczności plemienne, więc nie brałbym Somalii pod uwagę.”

PS. W zdjęcia można i należy klikać, aby zobaczyć je w pełnym rozmiarze. Jeśli ktoś zechce pożyczyć sobie któreś z nich, proszę pozostawić o tym wiadomość w komentarzu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zapewne jeszcze będę próbował uchwycić brutalny wdzięk tego kompleksu przemysłowego. Wydaje mi się, że otoczenie zieleni powoduje jego zbytnie oswojenie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jesień na czerwono…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

…  na pomarańczowo…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

… i na żółto.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nie wiem, co powoduje, że ten zestrachany szczurek opuszcza swoje bezpieczne schronienie i udaje się na pełną zagrożeń otwartą przestrzeń?

Ostatnie śniadanie z gazetą

 

Wczoraj, zgodnie ze wcześniejszą zapowiedzią, rozstałem się ostatecznie z poranną gazetą do śniadania – od 35 lat roznosiciel gazet wrzucał ją przez szparę w drzwiach (to taki szwedzki zwyczaj, nie ma w większości domów skrzynki na listy, tylko wrzucane są one przez właśnie szparę w drzwiach, niechby pancernych i antywłamaniowych), bladym świtem, nim jeszcze wstałem już czekała, by ją podnieść z podłogi i ziewając dołączyć do nakrycia, składającego się w ten niedzielny poranek z ciepłej kromki świeżo upieczonego chleba (pół na pół mąka pszenna i pytlowa żytnia) na własnoręcznie pędzonym zakwasie, jajka na miękko, gruszki na deser i tym razem jeszcze papierowej gazety, której prawdę mówiąc, nawet mając tyle leniwego czasu w niedzielny poranek nawet porządnie nie przejrzałem, bo zaraz włączyłem próbnie laptopa – i tak, da się przelecieć najważniejsze wiadomości internetem do kęsów przeżuwanego chleba, więc chyba nie powrócę do starych nawyków, zostanie mi tylko nostalgia i blaknące wspomnienie oraz świadomość, że jeśli taki stary info junky jak ja porzuca coś co zaczęło się od prenumeraty lokalnej Upsala Nya tidning, potem była konserwatywna Svenska Dagbladet a od stycznia 1982 nieprzerwanie Dagens Nyheter, to oznacza to, że pogłoski o śmierci prasy papierowej zaczynają się sprawdzać.

Chyba uronię jedną łzę nad przemijalnością świata tego.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Biskup Hoser nie kłamie

Biskup Hoser nie kłamie.

Co prawda od zamieszania minęło już trzy miesiące, a trzy miesiące to dłużej niż wieczność dla roztrząsania jednej z niewiele znaczących kościelnych pyskówek, no ale skoro czekają mnie w niedzielę poważniejsze zajęcia, to lekki skok w bok pozwoli odsunąć w czasie nieuchronne.

Przypomnijmy, że konflikt między popularnym wśród parafian proboszczem a jego zwierzchnikiem trwał i narastał od kilku lat. Na kolejne reprymendy, nakazy i zakazy ksiądz nie reagował i robił, co w swoim mniemaniu uznawał za słuszne.

Dla osoby postronnej trudno w działaniach księdza widzieć coś kontrowersyjnego, że dobierając wystrój swojego kościoła używał żydowskich znaczników? Siła i gwałtowność reakcji świadczy jednak , że ksiądz Lemański naruszył istotne tabu w Kościele Katolickim. Odcinając się, zaprzeczając wręcz związkom z religią żydowską KK dokonuje aktu symbolicznego bratobójstwa. Przecież oglądane z zewnątrz chrześcijaństwo jest genetycznie odpryskiem religii żydowskiej i zaprzeczanie oczywistemu faktowi wydaje się niemądre, czasami małostkowe, a niekiedy groźne.

No, ale KK ma problem ze swoim rodowodem i reaguje histerycznie na wszelkie przypomnienia o pokrewieństwie. Moje związki z KK są luźne i nie bezpośrednie, nigdy nie przeszedłem katechezy, czasami tylko słyszałem echa i opowieści moich kuzynów, nie wiedzieć czemu rozegzaltowanych tłumaczeniami dlaczego KK nie ma nic wspólnego z żydostwem. Przypuszczam, że przykładów pokrętnych zaprzeczeń i mało wiarygodnych tłumaczeń mogliby dostarczyć czytelnicy z KK bliżej związani.

Ciekawe, że w oficjalnym dokumencie Kurii Warszawsko-Praskiej, wystosowanym w odpowiedzi na zarzuty księdza Lemańskiego, przemilczane jest jakich to konkretnie elementów ikonografii i symboliki żydowskiej użył ksiądz Lemański, tak jakby samo ich nazwanie było niebezpieczne:

Omawiano sprawy wystroju liturgicznego w kościele parafialnym w Jasienicy, a szczególnie użycia symboliki religii żydowskiej w katolickiej przestrzeni liturgicznej. Dotyczyło to zrealizowanego bez uzgodnień z Kurią Biskupią wystroju prezbiterium i projektu pomnika poświęconego zamordowanym Dzieciom Betlejemskim.

Oświadczenie Kurii Warszawsko-Praskiej odnosi się do rozmowy dyscyplinującej, jaką z księdzem Lemańskim odbył jego zwierzchnik, arcybiskup Henryk Hoser. Ciekawe, że choć rozmowa odbyła się w cztery oczy i nikt postronny w niej nie uczestniczył, to oświadczenie wydane jest nie przez Hosera a przez Kurię. Pamiętajcie więc na przyszłość, że jeśli zdarzy wam się odbyć poufną rozmowę z jakimkolwiek dostojnikiem kościelnym, natychmiast sporządzić z niej notatkę i powiadomić o jej treści krąg przyjaciół. Tak na wszelki wypadek.

W czasie tej rozmowy, według ks. Lemańskiego miały paść słowa:

W pewnym momencie arcybiskup dość emocjonalnie zapytał, czy jestem obrzezany. Mnie zatkało. Zareagowałem wtedy inaczej niż teraz. Po prostu spytałem: „Ale o co ksiądz arcybiskup pyta? Jak można?”. A z tamtej strony było spokojne, wyważone, z premedytacją ponownie zadane to samo pytanie: „Niech ksiądz powie, nie ma w tym nic nienormalnego. Niech ksiądz powie, czy ksiądz jest obrzezany, czy ksiądz należy do tego narodu”. 

W oświadczeniu Kurii temu zdarzeniu poświęcony jest poniższy fragment:

Imputowane Księdzu Arcybiskupowi, że miałby dopytywać ks. Lemańskiego o znak obrzezania i o przynależność do Narodu Żydowskiego jest bezsensowne z powodu braku motywów i celu. Byłoby to absurdalne również w świetle danych osobowych ks. Lemańskiego będących w posiadaniu Kurii Biskupiej (dokumenty Chrztu, Bierzmowania, życiorys).

Przy pierwszym czytaniu wygląda to na stanowcze zdementowanie, że słowa przywoływane przez ks. Lemańskiego w ogóle padły. Ale to tylko złudzenie logiczne. Tak naprawdę cytat zaprzecza jedynie jakoby słowa zostały użyte do uzyskania odpowiedzi od ks. Lemańskiego, by ks. Lemański przyznał się do swojego żydowskiego pochodzenia (z takim nazwiskiem – może jeden z Lehmans Brothers?).  I to jest oczywista nieprawda, arcybiskup nie pytał ks. Lemańskiego o jego pochodzenie, bo jak sam przyznaje w kolejnych zdaniach, pierwsze co zrobił to sprawdził zawartość teczek niepokornego księdza. No bo przecież mając dostęp do tego rodzaju materiałów nie musiał o cokolwiek pytać, jego wiedza była pewna i pochodząca z samego źródła.

Oj, moi drodzy, wy też macie teczki w parafii? To bądźcie pewni, że są gruntownie przeglądane przez proboszcza. NSA nie ma takich danych, program PRISM może się bujać, CIA mogłoby pobierać nauki w byle parafii, jak zbierać najintymniejsze i najpełniejsze informacje od pokornych owieczek. A co na to GIODO?

Tak więc biskup Hoser nie kłamie, dyktując oświadczenie Kurii, on niczego o pochodzeniu księdza nie musiał się dowiadywać.

Ale czy naprawdę biskup nie wypowiedział słów o obrzezaniu? I czy naprawdę brak było motywu i celu? Oczywiście, że powiedział i że były motywy i cele:

upokorzyć

ubliżyć

pokazać władzę

wyładować agresję.

W środowiskach pawianów służy temu celowi wystawienie na widok przez dominującego samca czerwonych pośladków. Im czerwieńsze pośladki tym mocniejsza pozycja w stadzie. W środowisku kibiców piłkarskim największą obelgą jest nazwanie kibica drużyny przeciwnej żydem, w dyskusjach internetowych podobnie. Dlaczego biskup, tylko z powodu bycia arcybiskupem, nie miałby postąpić podobnie?

Ponieważ ks. Lemański opacznie zrozumiał prostą symbolikę słów biskupa zastosowano wobec niego niesymboliczne działania i pozbawiono prawa wykonywania zawodu, bez możliwości odwołania do Sądu Pracy i GIPu.

Co powinien zrobić ks. Lemański? Rzucić w diabły instytucję KK, niech się nią dalej zajmuje sam Belzebub. Jeśli wiara jest sensem jego życia, są dla niego oferty innych, bardziej otwartych wspólnot. Polecam któryś z tych bardziej przyjaznych kościołów protestanckich. Miałem do czynienia i, mimo żem bezbożnik, mile wspominam kontakty. Dodatkowy plus to niestnienie celibatu, można znaleźć bratnią lub siostrzaną duszę i doznać osobistego spełnienia w związku małżeńskim.

Albo dlaczego miałby nie pójść śladem swojej żydowskiej pasji i nie dokonać konwersji do Chabad-Lubavitch? Z tym nazwiskiem  (może jeden z Lehmans Brothers?) ksiądz nie miałby żadnych trudności.

Poniżej seria znaków. Nie da się już zaprzeczyć – jesień się zbliża

Po kliknięciu na zdjęcie można obejrzeć, jeśli ktoś chce, jego powiększenie.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Rinkeby, dzielnica imigrantów

To już niedługo. Chociaż na zewnątrz jeszcze nie położone tynki i nie pomalowana fasada, nie zasiane trawniki i nie posadzone drzewa i krzewy a wewnątrz odpychają gołe ściany i wystające ze ścian rury, to wrażenie jest fałszywe. Większość wykonanych prac jest niewidoczna, wylane podłogi, tynki, ukryte w ścianach przewody elektryczne, wodne, kanalizacyjne. Zostaje pomachać trochę pędzlem, nakleić tapety, wstawić lodówkę, zamrażarkę, kuchnię. Potem posprzątać, zamieść, odkurzyć, wytrzeć do połysku. I gotowe.

Tak wyglądają mieszkania, do których wkrótce, po półrocznym remoncie generalnym, wprowadzą się starzy i nowi lokatorzy z imigranckiej dzielnicy Sztokholmu, Rinkeby. Adres to Vimmerbyplan, kto ma ochotę może pozwiedzać wędrując z Google Maps.

A jeśli ktoś planuje remont mieszkania to niech pogodzi się z myślą, że przez najbliższe tygodnie będzie miał zrujnowane życie. Wiem, co mówię.

PS. Proszę swobodnie klikać na zdjęcia i powiększać je. W ekstra formacie można spokojnie studiować wszystkie błędy płytkarza. A chyba przecież o to chodzi?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zupełnie bez związku, poranny widok z mojego ulubionego mostu

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ptasia czereśnia. Owoce za wysoko jak dla mnie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ptasia czereśnia z czarnymi owocami o gorzkawym posmaku.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na zewnątrz nie wygląda zachęcająco.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wnętrze łazienki wymaga dopieszczenia.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Czekamy na panie sprzątaczki. Będzie lśniło.

IOLYMPUS DIGITAL CAMERA

W kuchni brak lodówki, zamrażarki i piecyka. Będą wstawione dzień przed odbiorem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Korytarz piwniczny z kilometrami rur i kabli elektrycznych. W rzeczywistości wygląda jeszcze bardziej ponuro.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jeszcze kilka łazienek czeka na płytki i wyposażenie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tapety, gdzie są tapety? Podobno płyną z Holandii.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na lewo będą szafki kuchenne, na prawo zlew i piecyk. Już niedługo.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Bez związku z wpisem. Dżungla rzuca cień.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Też bez związku, naśladownictwo …