Państwo PiS

W jednym ma rację marny logik, Jan Mak.

PiS to nie są bolszewicy. Choćby z tego powodu, że bolszewicy napędzani byli wyraźnie wyartykułowaną ideologią zbudowaną na substracie marksistowskim, wschodnim i bardzo specyficznym dialektem socjaldemokracji. Tymczasem PiS nie ma ideologicznych fundamentów, to co za ideologię się przedstawia to szmacianka sfastrygowana naprędce z resztek klerykalizmu, nacjonalizmu, solidaryzmu. Ale o ideologii PiS będzie poniżej.

Państwo autorytarne

Owszem, PiS jest autorytarny, w nękaniu opozycji, zwłaszcza tej pozaparlamentarnej, przekracza ramy zakreślone przez reguły demokratycznego państwa prawa, ale przecież daleko mu w metodach nie tylko do terroru porewolucyjnego czy stalinowskiego, ale nawet do umiarkowanego terroru ostatnich lat PRLu, choć rzeczywiście niebezpiecznie sie do nich zbliża, inwigilując organizatorów protestów, czy szczując na opozycję przez usłużne media, z publiczną telewizją na pierwszym planie. Książki Kani i Targalskiego chociażby, „demaskujące” ludzi z jakichś powodów niemiłych władzy, oparte są na tym samym schemacie, co denuncjacje na „Michnika i Kuronia” preparowane przez dziennikarzy na usługach Wydziału Propagandy KC PZPR, zbudowane na materiałach operacyjnych Służby Bezpieczeństwa pochodzących z inwigilacji, podsłuchów, donosów i tzw kompromatów. Bezpodstawne zatrzymywanie na kilka godzin to są też już metody milicyjne, wykorzystywanie policji do nękania opozycji przypomina lata 70-te.

Ale to wszystko można znaleźć w praktykach państw autorytarnych, od satrapii typu wschodniego realizowanych w byłych środkowoazjatyckich państwach posowieckich, z kultem wodza – zbawcy i twórcy narodu, z pomnikami wzniesionymi w centralnych punktach stolic, z prześladowaniami opozycji i łamaniem atrapy Konstytucji. W krajach Bliskiego lub Dalekiego Wschodu od Syrii po Filipiny przemoc policyjna, likwidowanie opozycji aż po znikanie niewygodnych polityków, działaczy i dziennikarzy mają o wiele groźniejszy charakter, niż metody obecnej władzy w Polsce

Ostatnie wydarzenia, zatrzymanie byłych funkcjonariuszy KNF to jednak nowa jakość, niebezpieczne zbliżanie sie do realizacji państwa mafijnego.

Ale nim przejdziemy do opisu pisowskiego państwa mafijnego:

Kleptokracja

Kleptokracja to dosłownie rządy złodziei. Nie chodzi tu o to, że wśród urzędników państwowych znajdą się osoby, które korzystając z możliwości jakie daje im stanowisko wzbogacaja sie niejawnie, łamiąc prawo. Metody są różne, od ordynarnych kradzieży, przez lewe faktury po wymuszanie różnego rodzaju haraczy od interesantów. Cechą wyrózniającą kleptokcję od zwykłego złodziejstwa jest przyzwolenie. W przypadku państwa PiS autorskim pomysłem jest feudalny system podziału domen. Tak jak średniowieczny suzeren rozdawał zasłużonym wasalom stanowiska, dobra i majątki tak obecnie zasłużonym działaczom partyjnym przydzielane są chlebowe posady. W przeciwieństwie jednak do merytokracji do otrzymania satnowiska nie jest wymagany profesjonalizm, jedynym kryterium są zasługi dla władzy uosobionej. Stąd wyniesienie na stanowisko Bartłomieja Misiewicza, stąd oszałamiająca kariera byłego wójta Pcimia, Daniela Obajtka, który za zasługi dla byłej premier Beaty Szydło został wyniesiony na stanowiska prezesa kolejno ARMiR, Energi i obecnie Orlenu. Po drodze i zupełnie przypadkiem również jego brat uzyskał wysokie stanowisko w dyrekcji Lasów Państwowych.

Dla rzeszy funcjonariuszy partyjnych tworzone są fikcyjne stanowiska dyrektorów ds wizerunku, komunikacji, kontaktów, analiz i co tam jeszcze w korporacyjno-kleptokracyjnej nowomowie da się nazwać.

Kleptokarcja nie może obyć się bez nepotyzmu, europoseł Czarnecki załatwia dla swego nieudanego syna nie wymagającą wysiłku synekurę w telefonicznej rozmowie z Mateuszem Morawieckim. Syn szefa wszystkich służb Mariusza Kamińskiego jest rekomendowany przez szefa Narodowego Banku Polskiego, Adama Glapińskiego, na stanowisko w Banku Światowym. Zupełnym przypadkiem w NBP ma stanowisko była żona szefa wszystkich służb.

Adam Glapiński to jeden najwierniejszych z wiernych rycerzy prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, o wielkich zasługach dla partii i prezesura NBP jest zarówno nagrodą za długoletnią służbę jak i gwarancją, że niezależność banku centralnego nie będzie tak skrupulatna i da się ją w razie potrzeby negocjować i omijać. Adam Glapiński lubi rozdawać stanowiska, dwa z nich ds wizerunku i ds komunikacji z wysokim, dyrektorskim wynagrodzeniem otrzymały niewątpliwie wizerunkowo, choć w specyficzny sposób, atrakcyjne młode kobiety.

Wreszcie nie sposób nie wspomnieć o byłej makijażystce prezesa, która na dniach została mianowana wiceministrem sportu.

System wasalny innowatorsko stosowany przez PiS ma w założeniu trzy najważniejsze cele. Oprócz wynagradzania wiernych ma przede wszystkim zalegalizować czerpanie z państwowej kasy i uchronic beneficjentów przed ewentualnymi zarzutami. To nic, że częstokroć na fikcyjnych stanowiskach, niewymagających kwalifikacji, ale wszystko dzieje się – formalnie – na legalnych papierach, nie do podważenia. Co zresztą może okazać się złudne, prawo przewiduje paragrafy dla takich praktyk.

Wreszcie, legalne zyski z niewymagających wysiłku i dobrze opłacanych stanowisk miały powstrzymywać ich beneficjentów przed pokusą nielegalnego wzbogacania się. Okazało się, że nawet najwyższe stanowiska i milionowe dochody nie stanowią zapory dla osobistej chciwości. Brak kontroli, kumoterstwo, wydzielony uprzywilejowany pas kariery nie powstrzymały byłego juz szefa Komisji Nadzoru Finansowego od domagania się „osobistej korzyści na rzecz innej osoby” i szantażowania właściciela dwóch prywatnych banków groźbą nacjonalizacji Getin Bank i Idea Bank. Szantaż i korupcaj są przestępstwami trudnymi do wykrycia, sprawca i ofiara nie są zainteresowane ich ujawnieniem, ale jestem pewien, że przypadek Marka Chrzanowskiego nie jest odosobniony.

Państwo mafijne

To państwo, w którym władza – ze strachu, ze słabości lub dla osobistych korzyści – zezwala zorganizowanym grupom przestępczym na swobodne działanie. Takim państwem stał się Meksyk, poddany bez walki kartelom, czerpiącym ogromne zyski z produkcji i przemytu narkotyków. Podobnie wygląda sytuacja Kolumbii.

W tych państwach jednak organizacje przestępcze sa zewnętrzne w stosunku do władzy i instytucji państwowych.

W Polsce to państwo stało sie organizacja przestępczą, kleptokracją. Dla ochrony własnych interesów władza kleptokratyczna przeprowadza tzw reformę sądów polegającą na likwidacji niezależności sądownictwa i poddania go kontroli i zarządowi władzy wykonawczej. Dlatego tak ważne jest, by prokuratorzy pochodzili z nadania ministra sprawiedliwości, by członkowie Krajowej Rady Sądownictwa dobierani byli z kandydatów również przedstawionych przez władzę wykonawczą – ministra sprawiedliwości lub prezydenta i by wybrani przez KRS sędziowie byli władzy wykonawczej posłuszni, by Sąd Najwyższy i Trybunał Konstytucyjny poddać kontroli i obsadzić wiernymi towarzyszami partyjnymi, w rodzaju Mariusza Muszyńskiego czy Julii Przyłębskiej.

I dlatego Mariusz Kamiński sprawuje nadzór nad śledztwem w sprawie byłego szefa KNF. Jest bowiem osobiście zainteresowany, przez osobę benefaktora swego syna, aby śledztwo nie ujawniło ewentualnych korupcyjnych powiązań między Chrzanowskim i Glapińskim – gdyż to mogłoby uderzyć rykoszetem w jego syna i w niego samego. Zrobi więc wszystko co trzeba by Glapińskiego chronić.

I dlatego 7 byłych wysokich urzędników KNF zostało kilka dni temu zatrzymanych pod zarzutem korupcji i przewiezionych na przesłuchanie do szczecińskiej prokuratury. Jest bardziej niż prawdopodobne, że inicjatywa zatrzymania całego byłego kierownictwa KNF wyszła od senatora z listy PiS, szefa Krajowej Kasy Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych. To jest jego intryga i żądza zemsty, ani Zbigniew Ziobro ani Jarosław Kaczyński nie posiadają wystarczającej wiedzy by przedstawic wiarygodne uzasadnienie.

Senator Bierecki, finansujący z pieniędzy SKOK poprzez spółkę Fratria prorządowe media ma taki właśnie modus operandi – zastraszania i nękania tych, którzy odważyli się na ujawnienie nieprawidłowości w kasach. Przez dziesięć lat nękał procesami i nasyłał, kiedy miał ku temu możliwość, funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego na dziennikarkę Biankę Mikołajewską, która pierwsza ujawniła nieprawidłowości w SKOKach. Wojciech Kwaśniak, były wiceszef KNF naraził się Biereckiemu badaniem kondycji finansowej tej organizacji finansowej, a za zbytnią dociekliwość w sprawie SKOK Wołomin, opanowanego przez gangsterów, został dotkliwie pobity, uratowany od niechybnej śmierci przez zaniepokojonego sąsiada.

Oto dlaczego mafijnemu państwu potrzebne sa uległe sądy, dlaczego prezes Glapiński próbuje uzyskać od posłusznego sądu zakaz publikacji materiałów prasowych na swój temat, dlaczego Mariusz Kamiński nie będzie drążył sprawy Chrzaneckiego a senator Bierecki może dla zemsty poprzez ministra sprawiedliwości nękać rzetelnych urzędników nadzoru finansowego.

Ideologia czyli faszyzm light

Początkowo nie ma wykrystalizowanej ideologii ani filozofii politycznej. Opiera się na kulcie nieomylnego wodza i na mitach polityki historycznej. Według Mussoliniego abstrakcyjne rozważania ideologiczne należało odrzucić na rzecz dyscypliny i podporządkowania woli il Duce (wodza) a słowa zastąpić czynami.

Dojrzały faszyzm jest anty-demokratyczny, anty-parlamentarny, anty-liberalny politycznie i gospodarczo, anty-obywatelski, anty-intelektualny, anty-indywidualistyczny, skrajnie nacjonalistyczny z ubóstwieniem narodu i państwa. Narodu bardziej rozumianego jako wspólnota historyczna niż etniczna czy rasowa.

Państwo urządzone jest na kształt korporacji, organizacji zrzeszających wspólnie pracowników i pracodawców, ale pod nadzorem partii. Sytuacja uległa zmianie wraz z objęciem władzy. Dużą rolę odgrywa symboliczna estetyka od rózg liktorskich po monumentalne projekty architektoniczne.

We włoskim faszyzmie nurt antysemicki właściwie nie istnieje i to odróżnia go zarówno od nazizmu jak i polskich ruchów inspirowanych faszyzmem. Od nazizmu odróżnia go również zasada korporatywizmu i pozostawienie działalności gospodarczej w prywatnych rękach.

A teraz rozrzućcie elementy tej układanki i ułóżcie puzzle w nowy sposób. Nie musicie brać wszystkich klocków aby osiągnąć zadowalający i – przyznacie – zaskakujący wzór.

O czym my wogóle dyskutujemy

Potworny harmider, kakafonia głosów głupich i głupszych.

Czy można zakłocać uroczystość religijną? Czy wolno przeszkadzać w trakcie modlitwy? Czy mogę wyrażać swoja niezgodę na zawłaszczanie przestrzeni publicznej przez religijne, a w tym konkretnym przypadku nawet niby-religijne – bo po prawdzie to jakaś czarna magia, gusła i wybudzanie upiorów do półżycia (nikt już w tym kraju nie wie, że Kościół uznaje realność upiorów, demonów, duchów, obcych bogów wręcz i realność wzbudzania ich do ponownego półżycia?)? Czy mogę nie zgadzać się na te orszaki, stroiki, kwiatuszki, szarfy?

Ależ oczywiście – Konstytucja daje ci to prawo. Prawo, silnie ograniczone ostatnio wprowadzonymi „uprecyzyjnieniami”, ale ciągle jeszcze – choć nie wiadomo jak długo – dające ci wolność wypowiedzi.

No ale przecież trzeba uszanować uczucia religijne, to nie wypada, to w złym guście, niegrzeczne, nieuprzejme. Przypominam, że kategorii dobrego wychowania, jako warunku leglności lub zasadności protestów nie ma nigdzie. Weż, idź się walić

ze swoimi wezwaniami i napomnieniami gdy wyłazisz ze swoją wiarą w miejsce publiczne i nakazujesz innym okazywanie jej szacunku.

Otóż ja nie muszę okazywac twojej wierze szacunku. Mogę nią w ramach wolności sumienia pogardzać, mogę uważać za zabobon, zboczenie, aberację, urojenie, mogę mieć jak najgorsze o niej zdanie i – gdy ty publicznie z nia się obnosisz – ja publicznie mogę z niej drwić.

To zasada agory, miejsca publicznego, gdzie każdy może głosić swoje przekonania, ale też każdy może te przekonania wykpić i ośmieszyć.

Co ja mówię – ośmieszyć? Nikt nie potrafi tej waszej niby-wiary ośmieszyć lepiej niż wy sami – hipokryzją, kiczem, odpustowo-funeralną estetyką i pokracznością.

Przeciw libertarianom

Fenomen polskiego libertarianizmu.

Rozumiem – gdybym miał milion dochodu rocznego i dziesięć milionów oszczędności – zacząłbym się zastanawiać. Gdybym miał dochodu i oszczędności dziesięć razy więcej zacząłbym sarkać na państwowy aparat represji, głupie przepisy i bezsensownie wydawane podatki.

Gdybym zaś miał dochód stukrotnie wyższy zapewne wyposażyłbym prywatną, dyskretnie odzianą armię i skutecznie zrealizował postulaty wolnościowców – dla siebie, kto powiedział, że wolność jest dla wszystkich?

Ale skąd nieodwzajemniona miłość do libertarianizmu u pryszczatych adolescentów na garnuszku u rodziców? Skąd te kilometrowe opusy wypisywane na cześć Anais Nin (no nie, nie wierzę) Ayn Rand przez chuderlawych studentów bezsensownych, nieopłacalnych, kierunków humanistycznych, skąd łysiejący faceci pod trzydziestkę marzący na jawie? Jak znam życie staliby się pierwszą ofiarą nowych porządków, niezaradni i nie nazbyt doświadczeni, pozbawieni swoich nędznych etatów na państwowej posadzie. Przecież nie mieliby szans, przecież państwo chroni ich i otula kołderką, państwo istnieje przede wszystkim dla nich.

To oczywiście cargo cult, przekonanie, że wystarczy naśladować poglądy możnych tego świata, by bogactwo, władza spłynęły na wyznawców, by uwolnili się od nielubianych obowiązków belferskich, czy bibliotekarskich, by rozwinęli skrzydła i ukazali zdumionemu światu przepych, wdzięk i kolorowe ubarwienie piór,

i niczym ci oczekujący na lądowanie samolotów wypełnionych wszelkim dobrem Papuasi imitują zachowania mające sprowadzić na nich powodzenie. Podobnie jak Papuasi budujący w dżungli pasy startowe, imitacje wież kontrolnych i makiety samolotów z gałęzi i liści – tak i oni budują tasiemcowe rozprawy agitacyjne roztaczające przed jeszcze bardziej pryszczatymi adolescentami oszałamiające wizje oczekujących na nich dóbr – gdy tylko opresyjny aparat przemowy państwowej upadnie.

A jakby wyglądał świat, w którym państwowe instytucje implodują lub zanihilują się? Ano, z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że wyglądałby jak świat bez państwowych instytucji.. Ta utopia nie została nigdzie zrealizowana na pełną skalę, ale istnieją przykłady historyczne i współczesne wskazujące na możliwe kierunki ewolucji takich nisz wolnościowych. Takim poligonem doświadczalnym jest na przykład Somalia, od 30 lat bez funkcjonującego rządu. Pustkę po upadku władzy państwowej wypełniają struktury klanowe – nie jestem przekonany, by nasi libertarianie byli specjalnie zachwyceni perspektywą przejęcia funkcji państwowych przez instytucje Pruszkowa i Wołomina, a tak mniej więcej można opisać stan anarchii i terroru panujący przez wiele lat w Somalii. Zresztą, upadek państwa i zanik instytucji  stojących na straży bezpieczeństwa i majątków obywateli doświadczyła tuż powojenna Polska, póki nowa władza kontrolowała tylko główne miasta, a i to nie w pełni. Płytkie zachwianie funkcji państwowych nastąpiło też po 89 roku, i od razu dało rezultat w postaci nasilenia przestępczości.

Idee libertariańskie były po wielekroć próbowane w wolnym świecie internetu – i za każdym razem kończyły się podbnie. Tam gdzie z powodów ideologicznych porządku nie pilnowały odpowiednie służby, egzekwujące przestrzeganie wyznaczonych zasad, tam władzę przejmował internetowy melanż troli wszelakich typów.

A na dniach FBI aresztowało twórcę wolnościowego portalu Silk Road. Ten tajny, libertariański z założeń, niezależny od państwa i niekontrolowany rynek wymiany dóbr szybko stał się miejscem zakupu narkotyków, broni, wymiany pornografii.

Jak na razie eksperymenty libertariańskie wypadają więc niezachęcająco, przynajmniej dla wszystkich, poza pryszczatymi adolescentami. Ale i tym znikną kiedyś pryszcze, oni sami znajdą partnerki seksualne, założą rodzinę i wstydliwie schowają na dno szafy, nigdy naprawdę do końca nie przeczytany i nie zrozumiany egzemplarz Atlasa Zbuntowanego.

Zapewne z całej przygody libertariańskiej pozostanie im jedynie głębokie przekonanie, że: „Somalia? Nigdy mnie to za bardzo nie interesowało. To jest w Afryce, prawda? Musimy o tym pamiętać. Przecież w Afryce nigdy nie powstała żadna cywilizacja – to tylko dzikie hordy i społeczności plemienne, więc nie brałbym Somalii pod uwagę.”

PS. W zdjęcia można i należy klikać, aby zobaczyć je w pełnym rozmiarze. Jeśli ktoś zechce pożyczyć sobie któreś z nich, proszę pozostawić o tym wiadomość w komentarzu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zapewne jeszcze będę próbował uchwycić brutalny wdzięk tego kompleksu przemysłowego. Wydaje mi się, że otoczenie zieleni powoduje jego zbytnie oswojenie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jesień na czerwono…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

…  na pomarańczowo…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

… i na żółto.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nie wiem, co powoduje, że ten zestrachany szczurek opuszcza swoje bezpieczne schronienie i udaje się na pełną zagrożeń otwartą przestrzeń?

Ostatnie śniadanie z gazetą

 

Wczoraj, zgodnie ze wcześniejszą zapowiedzią, rozstałem się ostatecznie z poranną gazetą do śniadania – od 35 lat roznosiciel gazet wrzucał ją przez szparę w drzwiach (to taki szwedzki zwyczaj, nie ma w większości domów skrzynki na listy, tylko wrzucane są one przez właśnie szparę w drzwiach, niechby pancernych i antywłamaniowych), bladym świtem, nim jeszcze wstałem już czekała, by ją podnieść z podłogi i ziewając dołączyć do nakrycia, składającego się w ten niedzielny poranek z ciepłej kromki świeżo upieczonego chleba (pół na pół mąka pszenna i pytlowa żytnia) na własnoręcznie pędzonym zakwasie, jajka na miękko, gruszki na deser i tym razem jeszcze papierowej gazety, której prawdę mówiąc, nawet mając tyle leniwego czasu w niedzielny poranek nawet porządnie nie przejrzałem, bo zaraz włączyłem próbnie laptopa – i tak, da się przelecieć najważniejsze wiadomości internetem do kęsów przeżuwanego chleba, więc chyba nie powrócę do starych nawyków, zostanie mi tylko nostalgia i blaknące wspomnienie oraz świadomość, że jeśli taki stary info junky jak ja porzuca coś co zaczęło się od prenumeraty lokalnej Upsala Nya tidning, potem była konserwatywna Svenska Dagbladet a od stycznia 1982 nieprzerwanie Dagens Nyheter, to oznacza to, że pogłoski o śmierci prasy papierowej zaczynają się sprawdzać.

Chyba uronię jedną łzę nad przemijalnością świata tego.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Biskup Hoser nie kłamie

Biskup Hoser nie kłamie.

Co prawda od zamieszania minęło już trzy miesiące, a trzy miesiące to dłużej niż wieczność dla roztrząsania jednej z niewiele znaczących kościelnych pyskówek, no ale skoro czekają mnie w niedzielę poważniejsze zajęcia, to lekki skok w bok pozwoli odsunąć w czasie nieuchronne.

Przypomnijmy, że konflikt między popularnym wśród parafian proboszczem a jego zwierzchnikiem trwał i narastał od kilku lat. Na kolejne reprymendy, nakazy i zakazy ksiądz nie reagował i robił, co w swoim mniemaniu uznawał za słuszne.

Dla osoby postronnej trudno w działaniach księdza widzieć coś kontrowersyjnego, że dobierając wystrój swojego kościoła używał żydowskich znaczników? Siła i gwałtowność reakcji świadczy jednak , że ksiądz Lemański naruszył istotne tabu w Kościele Katolickim. Odcinając się, zaprzeczając wręcz związkom z religią żydowską KK dokonuje aktu symbolicznego bratobójstwa. Przecież oglądane z zewnątrz chrześcijaństwo jest genetycznie odpryskiem religii żydowskiej i zaprzeczanie oczywistemu faktowi wydaje się niemądre, czasami małostkowe, a niekiedy groźne.

No, ale KK ma problem ze swoim rodowodem i reaguje histerycznie na wszelkie przypomnienia o pokrewieństwie. Moje związki z KK są luźne i nie bezpośrednie, nigdy nie przeszedłem katechezy, czasami tylko słyszałem echa i opowieści moich kuzynów, nie wiedzieć czemu rozegzaltowanych tłumaczeniami dlaczego KK nie ma nic wspólnego z żydostwem. Przypuszczam, że przykładów pokrętnych zaprzeczeń i mało wiarygodnych tłumaczeń mogliby dostarczyć czytelnicy z KK bliżej związani.

Ciekawe, że w oficjalnym dokumencie Kurii Warszawsko-Praskiej, wystosowanym w odpowiedzi na zarzuty księdza Lemańskiego, przemilczane jest jakich to konkretnie elementów ikonografii i symboliki żydowskiej użył ksiądz Lemański, tak jakby samo ich nazwanie było niebezpieczne:

Omawiano sprawy wystroju liturgicznego w kościele parafialnym w Jasienicy, a szczególnie użycia symboliki religii żydowskiej w katolickiej przestrzeni liturgicznej. Dotyczyło to zrealizowanego bez uzgodnień z Kurią Biskupią wystroju prezbiterium i projektu pomnika poświęconego zamordowanym Dzieciom Betlejemskim.

Oświadczenie Kurii Warszawsko-Praskiej odnosi się do rozmowy dyscyplinującej, jaką z księdzem Lemańskim odbył jego zwierzchnik, arcybiskup Henryk Hoser. Ciekawe, że choć rozmowa odbyła się w cztery oczy i nikt postronny w niej nie uczestniczył, to oświadczenie wydane jest nie przez Hosera a przez Kurię. Pamiętajcie więc na przyszłość, że jeśli zdarzy wam się odbyć poufną rozmowę z jakimkolwiek dostojnikiem kościelnym, natychmiast sporządzić z niej notatkę i powiadomić o jej treści krąg przyjaciół. Tak na wszelki wypadek.

W czasie tej rozmowy, według ks. Lemańskiego miały paść słowa:

W pewnym momencie arcybiskup dość emocjonalnie zapytał, czy jestem obrzezany. Mnie zatkało. Zareagowałem wtedy inaczej niż teraz. Po prostu spytałem: „Ale o co ksiądz arcybiskup pyta? Jak można?”. A z tamtej strony było spokojne, wyważone, z premedytacją ponownie zadane to samo pytanie: „Niech ksiądz powie, nie ma w tym nic nienormalnego. Niech ksiądz powie, czy ksiądz jest obrzezany, czy ksiądz należy do tego narodu”. 

W oświadczeniu Kurii temu zdarzeniu poświęcony jest poniższy fragment:

Imputowane Księdzu Arcybiskupowi, że miałby dopytywać ks. Lemańskiego o znak obrzezania i o przynależność do Narodu Żydowskiego jest bezsensowne z powodu braku motywów i celu. Byłoby to absurdalne również w świetle danych osobowych ks. Lemańskiego będących w posiadaniu Kurii Biskupiej (dokumenty Chrztu, Bierzmowania, życiorys).

Przy pierwszym czytaniu wygląda to na stanowcze zdementowanie, że słowa przywoływane przez ks. Lemańskiego w ogóle padły. Ale to tylko złudzenie logiczne. Tak naprawdę cytat zaprzecza jedynie jakoby słowa zostały użyte do uzyskania odpowiedzi od ks. Lemańskiego, by ks. Lemański przyznał się do swojego żydowskiego pochodzenia (z takim nazwiskiem – może jeden z Lehmans Brothers?).  I to jest oczywista nieprawda, arcybiskup nie pytał ks. Lemańskiego o jego pochodzenie, bo jak sam przyznaje w kolejnych zdaniach, pierwsze co zrobił to sprawdził zawartość teczek niepokornego księdza. No bo przecież mając dostęp do tego rodzaju materiałów nie musiał o cokolwiek pytać, jego wiedza była pewna i pochodząca z samego źródła.

Oj, moi drodzy, wy też macie teczki w parafii? To bądźcie pewni, że są gruntownie przeglądane przez proboszcza. NSA nie ma takich danych, program PRISM może się bujać, CIA mogłoby pobierać nauki w byle parafii, jak zbierać najintymniejsze i najpełniejsze informacje od pokornych owieczek. A co na to GIODO?

Tak więc biskup Hoser nie kłamie, dyktując oświadczenie Kurii, on niczego o pochodzeniu księdza nie musiał się dowiadywać.

Ale czy naprawdę biskup nie wypowiedział słów o obrzezaniu? I czy naprawdę brak było motywu i celu? Oczywiście, że powiedział i że były motywy i cele:

upokorzyć

ubliżyć

pokazać władzę

wyładować agresję.

W środowiskach pawianów służy temu celowi wystawienie na widok przez dominującego samca czerwonych pośladków. Im czerwieńsze pośladki tym mocniejsza pozycja w stadzie. W środowisku kibiców piłkarskim największą obelgą jest nazwanie kibica drużyny przeciwnej żydem, w dyskusjach internetowych podobnie. Dlaczego biskup, tylko z powodu bycia arcybiskupem, nie miałby postąpić podobnie?

Ponieważ ks. Lemański opacznie zrozumiał prostą symbolikę słów biskupa zastosowano wobec niego niesymboliczne działania i pozbawiono prawa wykonywania zawodu, bez możliwości odwołania do Sądu Pracy i GIPu.

Co powinien zrobić ks. Lemański? Rzucić w diabły instytucję KK, niech się nią dalej zajmuje sam Belzebub. Jeśli wiara jest sensem jego życia, są dla niego oferty innych, bardziej otwartych wspólnot. Polecam któryś z tych bardziej przyjaznych kościołów protestanckich. Miałem do czynienia i, mimo żem bezbożnik, mile wspominam kontakty. Dodatkowy plus to niestnienie celibatu, można znaleźć bratnią lub siostrzaną duszę i doznać osobistego spełnienia w związku małżeńskim.

Albo dlaczego miałby nie pójść śladem swojej żydowskiej pasji i nie dokonać konwersji do Chabad-Lubavitch? Z tym nazwiskiem  (może jeden z Lehmans Brothers?) ksiądz nie miałby żadnych trudności.

Poniżej seria znaków. Nie da się już zaprzeczyć – jesień się zbliża

Po kliknięciu na zdjęcie można obejrzeć, jeśli ktoś chce, jego powiększenie.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Rinkeby, dzielnica imigrantów

To już niedługo. Chociaż na zewnątrz jeszcze nie położone tynki i nie pomalowana fasada, nie zasiane trawniki i nie posadzone drzewa i krzewy a wewnątrz odpychają gołe ściany i wystające ze ścian rury, to wrażenie jest fałszywe. Większość wykonanych prac jest niewidoczna, wylane podłogi, tynki, ukryte w ścianach przewody elektryczne, wodne, kanalizacyjne. Zostaje pomachać trochę pędzlem, nakleić tapety, wstawić lodówkę, zamrażarkę, kuchnię. Potem posprzątać, zamieść, odkurzyć, wytrzeć do połysku. I gotowe.

Tak wyglądają mieszkania, do których wkrótce, po półrocznym remoncie generalnym, wprowadzą się starzy i nowi lokatorzy z imigranckiej dzielnicy Sztokholmu, Rinkeby. Adres to Vimmerbyplan, kto ma ochotę może pozwiedzać wędrując z Google Maps.

A jeśli ktoś planuje remont mieszkania to niech pogodzi się z myślą, że przez najbliższe tygodnie będzie miał zrujnowane życie. Wiem, co mówię.

PS. Proszę swobodnie klikać na zdjęcia i powiększać je. W ekstra formacie można spokojnie studiować wszystkie błędy płytkarza. A chyba przecież o to chodzi?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zupełnie bez związku, poranny widok z mojego ulubionego mostu

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ptasia czereśnia. Owoce za wysoko jak dla mnie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ptasia czereśnia z czarnymi owocami o gorzkawym posmaku.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na zewnątrz nie wygląda zachęcająco.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wnętrze łazienki wymaga dopieszczenia.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Czekamy na panie sprzątaczki. Będzie lśniło.

IOLYMPUS DIGITAL CAMERA

W kuchni brak lodówki, zamrażarki i piecyka. Będą wstawione dzień przed odbiorem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Korytarz piwniczny z kilometrami rur i kabli elektrycznych. W rzeczywistości wygląda jeszcze bardziej ponuro.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jeszcze kilka łazienek czeka na płytki i wyposażenie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tapety, gdzie są tapety? Podobno płyną z Holandii.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na lewo będą szafki kuchenne, na prawo zlew i piecyk. Już niedługo.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Bez związku z wpisem. Dżungla rzuca cień.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Też bez związku, naśladownictwo …

Krzysztof Kamil Baczyński – lewak, komuch i Żyd

Obiło mi się o uszy, że polska narodowa prawica dowiedziała się z pewnego źródła, że Krzysztof Kamil Baczyński był… lewakiem. Jego ojciec był działaczem PPS-u, sam Krzysztof Kamil związał się z grupą młodych socjalistów, skupionych wokół pisma ideologicznego “Płomienie” i magazynu literackiego “Droga”. Wielu z jego najbliższych okupacyjnych przyjaciół zginęło w hekatombie Powstania.

Ciekawe były dalsze losy tych nielicznych, którzy przeżyli.

Jan Strzelecki został członkiem PZPR, socjologiem i wierzgającym przeciwko realnemu socjalizmowi marksistą i wreszcie opozycjonistą. Zginął w niejasnych okolicznościach – według oficjalnej wersji stał się ofiarą mordu rabunkowego.

Krystyna Cała również po wchłonięciu PPSu przez PPR była przez cały okres istnienia członkiem PZPR, by w roku 1990 na powrót zostać członkiem PPS. Samo jej nazwisko działa jak płachta na byka na narodową prawicę – i tak, zgadza się, jest matką Aliny Całej, tej Aliny Całej, autorki przełomowych prac z historii polskiego antysemityzmu.

Juliusz Garztecki wreszcie, przyjaciel Baczyńskiego z “Drogi” to jeszcze bardziej odmienna droga życiowa. Ten znany fotograf ma za sobą epizod w kontrwywiadzie AK a następnie ppsowskim PAL i powojenną pracę etatową w UB. Przekazał władzom komunistycznym archiwum kontrwywiadu AK.

Dla amatorów lustracji rozciągają się więc bajkowe wręcz możliwości.

Czego nasi narodowcy zdają się nie wiedzieć (nie czytają Wikipedii, nie czytają w ogóle?) to pochodzenie KKB ze strony matki. Czy potrafiliby wymówić to stygmatyzujące, odstręczające, odrzucające słowo na “ż”?

Matka KKB pochodziła z rodziny żydowskiej. Wychrzczona zachowywała się z katolicką gorliwością, a nawet, wedle świadectw, z pewną ponadprzeciętną demonstracyjnością, ostentacją i afektacją.

Teraz wszystko zaczyna się układać. Pochodzenie determinuje wybory ideologiczne – bo trudno się spodziewać, by KKB mógł się identyfikować z wyborami i ideologią przyjaciół z “Konfederacji Narodu”. Stąd zapewne i podskórny, później ujawniający się konflikt i odmowa publikacji w piśmie “Sztuka i Naród”.

Wątki żydowskie pojawiają się w poezji KBB, w sposób jednak dyskretny, nigdy pełnym głosem i używając szyfrującego kodu znaczeniowego jak choćby w wierszu napisanym podczas powstania w getcie:

Byłeś jak wielkie, stare drzewo,

narodzie mój jak dąb zuchwały,

wezbrany ogniem soków źrałych

jak drzewo wiary, mocy, gniewu.

Jak nie zawsze czytelny był ten kod można sobie przeczytać pod linkiem: http://www.sciaga.pl/tekst/1789-2-byles_jak_wielkie_stare_drzewo_k_k_baczynskiego_analiza

Więcej o milczeniu i negowaniu pochodzenia KKB przez wydawców jego poezji, a więc ekspertów, znających każdą nitkę biografii można przeczytać tutaj:

http://www.midrasz.home.pl/2000/gru/gru00_3.html

A tu proszę, temat który jeszcze dekadę temu był tabu,  na skutek Wikipedii nie może być pomijany zmową milczenia. Przeklęta niech będzie Wikipedia.

Lustratorzy od spraw rodzinnych, “dziennikarze niezależni” z Gazety Polskiej i innych “Od rzeczy” i “W sieci nonsensu” powinni czuć świeżą krew. Coraz bliżej już do samego KKB – już upomnieli się narodowcy o wujeczną siostrę KKB Dziulę Zieleńczyk:

http://lodz.gazeta.pl/lodz/1,35153,12416174,Wszechpolacy_i_ONR_chca_zmiany_patronki_lodzkiej_szkoly.html

http://jakelo.salon24.pl/448942,usuwamy-komunistyczna-patronke-szkoly

http://www.krytykapolityczna.pl/Opinie/GauzaAwanturaoDziuleczyliosprawieWandyZielenczyk/menuid-419.html

Z drugą siostrą cioteczną, Marią Turlejską, było jeszcze gorzej. Po prostu gefundene fressen dla najbardziej leniwych z lustratorów. Wszystko podane na tacy i do przepisania z internetów.

PS. Nie zamierzam tutaj referować ustaleń z artykułu, z którego zaczerpnąłem wiedzę o pochodzeniu Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Zainteresowanych odsyłam do źródła:

http://www.jozeflewandowski.se/texter/Wokol_biografii_Baczynskiego.htm

A argonautom internetu polecam swobodne poszukiwania i wędrówkę od wyspy do wyspy.

IMAG0249

Nieproszeni goście

Obrazek

Salon ekskluzywnych samochodów Jeana Taikona pod gołym niebem

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Za samochodem dostawczym widać lekko przechodzony, ale w dobrym stanie merc. Się pomaluje pędzlem rdzawe wrzody i się opchnie.

Żeby nie było, że tylko rodacy bywają multi-kulti. Pan Jean Taikon jest jak najbardziej multi-kulti, uciążliwym na swój sposób. Taikon to zasłużone w szwedzkiej kulturze nazwisko. Katarina Taikon była autorką, bodaj tłumaczonych na polski, opowieści dla dzieci, w których opisywała dzieciństwo małej Katitzi, swej alter-ego i wędrowne cygańskie tivoli, w którym się wychowywała. Jej siostra, Rosa Taikon, jest znaną projektantką biżuterii i innych wyrobów ze srebra. Na ile pan Taikon jest ich krewniakiem nie wiem, ród jest rozległy i rozgałęziony po całej Europie, latem zjeżdżają się krewni z NIemiec, Francji i Holandii wielkimi karawanami, które nie wyrabiają się na zakrętach ślepej uliczki. Krewni rozbijają obóz na najwyższym poziomie pobliskiego parkingu nic sobie nie robiąc z groźnych min i znaczących pochrząkiwań opiekuna osiedla. Boże drogi, nie z takimi prześladowcami i hamanami mieli do czynienia.

Pan Taikon ma interes. Handluje końmi. Znaczy – idzie z duchem czasu i są to konie mechaniczne. Swój ekskluzywny salon samochodowy pod gołym niebem nazywa zapewne Salonem eksluzywnych samochodów Jeana Taikona pod gołym niebem. Ile samochodów wystawionych jest aktualnie na sprzedaż wie zapewne jedynie pan Taikon. Czasami mam wrażenie, że wszystkie pięć czy dziesięć ustawionych w strefie zakazu zatrzymywania należą do niego, a rejestrowane są na krewnych, pociotków, znajomych i miejscową szumowinę.

Pan Taikon żyje, jak wielu tutaj, w szczelinie, która rozpościera się między legalnością a nielegalnością. Co, że między praworządnością a kryminałem jest ostra granica? To się nam tylko wydaje, w rzeczywistości jest to rozległa przestrzeń, niczym te dodatkowe pół peronu znane niektórym bohaterom powieści dla dzieci i młodzieży „Harry Potter”, przestrzeń, w której można mieszkać, pracować i prowadzić lepsze lub gorsze interesy. Pana Taikona poznałem w okolicznościach biznesowych, gdy zaproponował, że on i jego ludzie zrobią za nas remont za pół ceny. Z propozycji nie skorzystałem, a wkrótce zaczęły się problemy z parkowanymi tu i ówdzie samochodami pana Taikona. Mandatami za nieprawidłowe parkowanie nie za bardzo się przejmował, kiwał co prawda głową ze zrozumieniem, gdy napotykając go a to go rugałem, a to próbowałem tłumaczyć, że nie mam nic przeciwko niemu oosbiście, ale niech przestawia samochody w ciągu dnia, bo nasze transporty z materiałami nie mogą dotrzeć do budowy. Gdy jednak przyjechała zamówiona przez straż parkingową na moją zdesperowaną prośbę laweta i już, już opuszczała podnośnik, pojawił się błyskawicznie i przestawił objazdową ekspozycję w inne miejsce.

Muszę przyznać, że od tego czasu raczej się pilnuje i swoje prywatne samochody parkuje już wyłącznie na drodze pożarowej, blokując dojazd karetek pogotowia i innych pojazdów bezpieczeństwa, jak to widać na zamieszczonym poniżej zdjęciu. Rozsądny wybór, miejscy strażnicy parkingowi nie mają tam dostępu, a zarząd osiedla chyba już dawno porzucił pomysł na poddanie pana Taikona przymusowi pedagogicznemu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ford ka. Jeszcze tydzień był to maverick, czyżby kryzys w biznesie? Hm, samochód z zakazem poruszania się (sprawdziłem w rejestrze pojazdów)? Kto by się tym przejmował.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wysokiej klasy ręczne lakierowanie

IMAG0233

Kto powiedział, że tego modelu volvo nie ma w wersji cab? A  od czego flex? Nie wiem, czy samochód należy do stajni pana Taikona, ale bym się nie zdziwił. Sprawdziłem w rejestrze, ale kto powiedział, że formalny właściciel nie jest tylko słupem pana Taikona.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Plac zabaw jeszcze nie gotowy, brak gumowej wyściółki. A ptasie czereśnie przypominają mi dzieciństwo. Czarne gorzkie i czerwone kwaskowe.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tak wygląda dom po renowacji. Kolor elewacji nie został wybrany przeze mnie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zawsze chcieliście obejrzeć z bliska teren budowy? Nie dajemy wysokich parkanów, zza których nic nie widać. Kliknij, powiększ i oglądaj szczegóły nie ruszając się sprzed komputera.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Temu panu marzenia z dzieciństwa się spełniły i został operatorem koparki.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Żarłoczne mewy czatują przy śmietniku. Zaraz któryś z leniwych lokatorów nie wrzuci torby ze śmieciami do pojemnika tylko postawi obok i zacznie się uczta. Na razie można wydłubywać resztki czegoś jadalnego z plastikowej torebki. Kilka dni temu w śmieciach (akurat ktoś wyrzucił smakowite surowe kości z resztkami mięsa) pożywiały się dwa przeczarne kruki, niestety odleciały nim nadbiegłem z aparatem.

Szwedzi mają dość multi-kulti

Wydaje się, że nawet cierpliwa tolerancja Szwedów ma swoje nieprzekraczalne granice. Owszem, zdarzało się sarkali, zdarzało się agresywne milczenie, pałętali się gdzieś po obrzeżach patrioci i prawdziwi Szwedzi, ale właściwie po raz pierwszy zetknąłem się z tak otwartym buntem przeciwko terrorowi politycznej poprawności.

Okazuje się, że tolerancja kończy się tam, gdzie imigranci narzucają swoje plemienne obyczaje większościowej populacji. Wtedy większość działa sprawnie, szybko i nieubłaganie.

Oto kilka dni temu zostałem poproszony przez znajomego kamienicznika. Kamienicznik to taka licentia poetica, prosił mnie jeden z zarządców nieruchomości jednej z większych spółek giełdowych wyspecjalizowanych w mieszkaniach czynszowych. Prośba dotyczyła pisma skierowanego do jednej z grup etnicznych akurat dość bogato reprezentowanych w jednej z odleglejszych dzielnic Sztokholmu.

Zarządca chciał abym pomógł w sformułowaniu kilku prostych zasad skierowanych do lokatorów, przedstawianych do podpisu razem z kontraktem na wynajem:

Oto one:

Jestem świadom, że obowiązują mnie zasady dotyczące odnoszenia się do sąsiadów i zachowania porządku w powierzonym mi mieszkaniu. Jestem również świadomy, że szwedzkie obyczaje mogą się różnić od obyczajów w mojej ojczyźnie. Jeśli nie będę przestrzegał obowiązujących zasad i spowoduję skargi na moje zachowanie do właściciela nieruchomości mogę stracić prawo do mieszkania i zostać zobowiązany do pokrycia kosztów naprawy szkód /…/. 

Następujące zasady obowiązują w Szwecji i zobowiązuję się ich przestrzegać:

  1. W Szwecji rozmowy w miejscach publicznych, poza mieszkaniem, prowadzone są cicho lub normalnym tonem. Nie krzyczy się na schodach. Nie krzyczy się do siebie. Nie rozmawia się podniesionym tonem na parkingu i w innych publicznych miejscach. Nie krzyczy się z otwartego okna do osób na zewnątrz. Nie rozmawia się głośno na balkonie.
  2. W Szwecji nie jest przyjęte gromadzenie się w pobliżu domu. Może to być uznane za podejrzane lub groźne.
  3. W pobliżu domu należy prowadzić samochód ostrożnie i uważnie. Przestrzegaj zasad parkowania, nie parkuj w strefie zawracania lub pod prąd.
  4. Cisza nocna obowiązuje w godzinach 22.00 do 06.00. Nie należy głośno rozmawiać, puszczać głośnej muzyki, słuchać telewizji na pełny regulator, trzaskać drzwiami itp.
  5. Bądź uprzejmy i miły dla sąsiadów.

To są niesłychanie ostre sformułowania, nasycone zimną emocją. Widać wyraźnie, że lokatorzy z tej akurat grupy etnicznej zaleźli wszystkim za skórę – zarządcom i sąsiadom. I moje doświadczenie mówi mi, że zastrzeżenia mają silne podstawy.

Każda grupa etniczna przywozi ze sobą własne obyczaje. Po jakimś czasie ulegają one powolnej przemianie, utemperowaniu i dostosowaniu do zasad kraju osiedlenia. Każda – oprócz jednej.

Nie będzie mi jakiś głupi Szwed, Arab, asfalt, ciapaty, makaroniarz, żabojad, Grek, Turek, Rusek, Szwab mówił jak mam postępować. Zakazy są po to by je obchodzić a zasady mam gdzieś.

Gdy na liście lokatorów domu, który mamy remontować, widzę polskie nazwiska zaczynam zastanawiać się, co też tym razem rodacy zmalowali i w jaki sposób uprzykrzają życie innym?

Hm, pobierają zasiłek socjalny i mieszkaniowy, a mieszkanie wynajmują 6 polskim robotnikom budowlanym po 3 500 koron od łóżka? Z tego da się całkiem przyzwoicie żyć. A może mieszkanie czynszowe przebudowali wedle własnego smaku nie pytając o zgodę? Rodacy wykazują niesłychane talenty techniczne i potrafią wszystko – zerwać podłogi i położyć panele, przesunąć ściany działowe i z garderoby zrobić pokój lub odwrotnie. Mistrzem był domowy monter instalacji elektrycznych, który własnego przemysłu skonstruowaną rozdzielnię umieścił pod zlewem i podłączył do niej nieprzesadnie izolowane kabelki (pojedyncze, sztukowane, niewymiarowe) od halogenów podsufitowych. Nienawidzi mnie do dzisiaj, po tym jak elektryk wszedł do mieszkania, poprzecinał instalację tak, by nie dało się jej już w żaden sposób połączyć na nowo i wyszedł.

Polacy źle się integrują. Owszem, ci z którymi mam do czynienia na co dzień pracują, bo przyjechali tu w tym celu – ale to koniec integracji. Po pięciu-sześciu latach legalnego pobytu nie znają często ani słowa po szwedzku (angielskiego też nie znają), większość z nich nie potrafi porozumieć się w najprostszych sprawach.  Pomagam im jak mogę w koniecznych kontaktach urzędowych, ale są i tacy, którzy po sześciu latach nie mają obowiązkowego numeru ewidencyjnego (personnummer – odpowiednik Pesela), nie są zarejestrowanie w tutejszej Kasie Chorych, nie składają deklaracji podatkowych, mimo że tracą w ten sposób dziesiątki tysięcy koron za odpisy, które im się z różnych podstaw należą.

Ot, taki Lesio, geniusz żabki hydraulicznej, wybrał się onegdaj na ryby. Wstawał tak nieszczęśliwie, że prawą ręką oparł się o kant puszki z rosówkami, przecinając sobie cztery palce robocze ze ścięgnami włącznie. Od pięciu lat w Szwecji, miał nieważny już numer tymczasowy i nie był zarejestrowany w Kasie Chorych. Leczył się w Polsce, poszły na to wszystkie oszczędności, około 100 000 koron. Mimo, że upłynął rok nie poszedł jeszcze starać się o zwrot wydatków – a totalitarne państwo szwedzkie jest bardzo wyrozumiałe i nawet przydzieliłoby mu osobistego tłumacza i Anioła Stróża, by przeprowadził go bezpiecznie przez zasadzki szwedzkiej biurokracji i pomogło na wszelkie sposoby.

Polacy źle się integrują, żyją we własnym bąblu etnicznym, żyją bardziej w Polsce, niż tutaj. Rites de passage, chrzciny, komunie, śluby i wesela a zapewne za jakiś czas i pogrzeby mają miejsce w Polsce, bo przecież tutaj są tylko tymczasowo, na pięć, dziesięć, dwadzieścia lat. Chyba tylko Somalijczycy z Rinkeby, których fotografowałem w poprzednim wpisie integrują się gorzej.

A tymczasem czytam sobie głębokie analizy polskich publicystów o klęsce multi-kulti na Zachodzie. Nie ma żadnej klęski, nie ma wybuchów nietolerancji, czasami tylko zirytowany zarządca domów czynszowych wyśle lokatorom pismo, jak powyżej, które w starannym, filologicznym tłumaczeniu na polski-polski brzmi przecież:

Zamknijcie wreszcie, do kurwy, wasze pijackie polskie ryje. Wasi sąsiedzi chcą spokoju i mają was dosyć.