Nie być jak Jędraszewski

Niedawno zmarły południowoafrykański arcybiskup Desmond Tutu, dawno temu przez pewien czas studiował w Wielkiej Brytanii, gdy w jego kraju panował apartheid. Porzucił zawód nauczyciela w RPA w gniewie  z powodu niskiej jakości edukacji oferowanej czarnym dzieciom.

Gdy tylko widział londyńskiego bobby’ego (policjanta w charakterystycznym, wysokim hełmie) na ulicy, podchodził do niego i pytał o drogę, nieważne, czy potrzebował informacji, czy nie, tylko po to by usłyszeć, jak biały człowiek zwraca się do niego „sir”.

W późniejszym życiu walczył nie tylko przeciwko następstwom apartheidu i rosnącej korupcji w ANC, ale także o równe prawa homoseksualistów.

Powiedział kiedyś z ambony, że wolałby spędzić wieczność w tym drugim miejscu niż w homofobicznym niebie.

Nelson Mandela powiedział o swoim duchowym bracie, z którym wykłócał się o kształt i politykę niepodległej Republiki, że jeśli Desmond nie pójdzie do nieba, nikt tego nie zrobi.

Więc można być biskupem i nie być jak Jędraszewski i jego odrażający kumple, cali w koronkach i purpurach.

Tymczasem w Polsce bohaterem jest skazany morderca Waluś.

Dwa są miasta w Polsce, bieguny głupoty

Dwa są miasta w Polsce, bieguny głupoty. Jedno to Chełm, opisany przez Izaaka Bashevisa Singera i Menachema Kipnisa, choć sławę miasta mędrców („mędrcy z Chełma” (jid. chełmer chachomim)) miał Chełm dużo wcześniej. Drugie to Bełżyce i jego fujary bełżyckie, mniej znane. Bełżyce nieco na zachód od Lublina, Chełm na wschód, dzięki obwodnicy da się przejechać z jednego do drugiego w godzinę (i za cenę mandatu za przekroczenie dozwolonej prędkości). 

Nie mnie rozstrzygać spór między nimi, które wydało większych głupców, ale z Bełżyc pochodzi Dominik Tarczyński, mocny kandydat w morderczej gonitwie ku podium. 

Chełm zaś słynie jeszcze z Golema. Tak właśnie, z Golema, prawdziwego,nie zmyślonego i zawłaszczonego jak ten z Pragi. I to wszystko w mieścinie powiatowej na ścianie wschodniej:

Golem, czyli mocarz z Chełma

Nie dość na tym, z Chełma pochodzą znane na całym świecie amerykańskie bajgle, Lender’s bagels. Potomkowie założycieli firmy nie zapomnieli o mieście, z którego pochodził ród, odwołując się do niego chociażby w reklamach. A że inni opisali już historię najsłynniejszych bajgli świata odsyłam do tego tekstu:

Imperium Hersza Lendera

O bajglach można nieskończenie, poniżej próbka wszystkich mniej lub bardziej prawdziwych faktów o ich pochodzeniu. Czego tam nie ma, car rosyjski, odsiecz wiedeńska, se non e vero e ben trovato

Why do bagels have a hole in them?

Ale powiem wam w tajemnicy, że najlepsze bajgle na świecie były z piekarni koło stacji kolejowej w Motyczu, w połowie drogi między Bełżycami a Chełmem, prosto z pieca, 60 lat temu. Piekarni nie ma, zostały wspomnienia:

Piekarnia była zaraz za torami, przyjeżdżałem zawczasu, by chleba dla mnie nie zabrakło.

Dwóch piekarczyków uwijało się, z otwartego pieca wyciągając na drewnianych łopatach blade jeszcze bochny i szybkim, kolistym ruchem omiatając je miotełką związana z bylicy maczaną w misce z wodą, by skórka nabrała połysku i chrupkości, i znów wsuwając je do pieca na dopiekanie.

Gdy nadchodził czas wyjmowania chleba pojawiał się właściciel rozespany po nocnym wypieku, w umączonym podkoszulku, z którego wystawały kępki siwych lub osypanych mąką włosów na piersi, w krótkich, pogniecionych, granatowych spodenkach gimnastycznych i przydeptanych pepegach na kabłąkowatych nogach. Był chyba najpokraczniejszym mężczyzną, jakiego widziałem w życiu.

Z trzaskiem otwierały się żeliwne drzwiczki, żar wylewał się z pieca, piekarczyk chwytał za łopatę i wyciągał chleby z czeluści, łapałem je w locie i pakowałem do drewnianych skrzynek, a później pomagałem ładować na taką samą rozklekotaną ciężarówkę, jaka niedawno mijała mnie na szosie, którą rozwożono wypiek po okolicznych wsiach.

Dostawałem swoje cztery bochenki, zwyczajem wiejskim podwójnej wagi, za pomoc przy układaniu chleba piekarz dodawał kilka cebularzy lub bajgli, którymi pożywiałem się w drodze powrotnej.

Ach te bajgle, trés chic w metropoliach współczesnego Babilonu, w Nowym Jorku i Paryżu, czy prowincjonalnym Sztokholmie, dokąd dotarły jako najnowszy trend zza wielkiej wody, z frymuśnymi nadzieniami, są tylko nędzną podróbką bajgli z wiejskiej piekarni koło stacji w Motyczu.”

Minęło

A, nie wolno zapomnieć, Chełm był swojego czasu stolicą państwa i to nie byle jakiego, Księstwa Halickiego, które powstało po rozpadzie Rusi Kijowskiej, z królem Danielem na czele.

Trzeba to mieć na uwadze, gdy pseudo-car Putin zabiera się za jednoczenie Świętej Rusi nie zadowoli się Kijowem, ale pochłonie wszystkie historyczne ruskie ziemie. Z Chełmem, a kto wie, może i z Bełżycami.

Jak nie zostałem Egonem Erwinem

Hoża 3 i okolice

W 1976 pracowałem za wierszówkę w Expressie Wieczornym. Znalazłem gorący temat – ktoś, nie wiadomo kto, nakazał przerwać zaawansowaną budowę po północnej stronie Alej Jerozolimskich między Placem Zawiszy a Kopińską.

Pojechałem na miejsce, rzeczywiście wyniesione do poziomu parteru mury budynku zasypywane były starannie ziemią nagarnianą przez spychacze. Ładnie to nawet wyglądało, niczym ścięta piramida (dziś na tym miejscu powstał mini-mordor biurowy).

Zacząłem wydzwaniać po urzędach próbując się dowiedzieć kto i dlaczego wstrzymał prace budowlane, w jakiś czas potem przyczłapał do mojego biurka sekretarz redakcji, z bolesną twarzą, ale i z pewnym podziwem oznajmiając „dzwonił towarzysz Kępa i powiedział, żeby ten Melsztyński przestał wtykać nos w nie swoje sprawy”. 

W Expressie nie zagrzałem dłużej miejsca, przeniosłem się do bezpieczniejszego „Dziennika Ludowego”, atmosfera była luźniejsza, ludowcy nie ukrywali swych poglądów na przewodnią partię, a już w terenie człowiek był jakby poza PRLem. No ale znowu znalazłem gorący temat – uczennicę klasy maturalnej wyrzucono ze szkoły bo zaszła w ciążę. Zacząłem grzebać i dzwonić, ale dostałem wykład od, nie pamiętam, powiedzmy, znowu sekretarza redakcji, dlaczego szkoła postąpiła słusznie, uczennica zdemoralizowana, powinna była zaciskać nogi i poczekać kilka miesięcy do matury, uczniów nie można było narażać na oglądanie koleżanki w ciąży.

Dorabiałem ciągle w Expressie, dostałem cynk z jakiejś administracji mieszkań i taką oto prośbę – czy nie mógłbym obsmarować w gazecie jednego z ich dozorców. Mianowicie, jego przewiną było wspólne mieszkanie bez ślubu z dziewczyną w dozorcówce. 

Spotkałem się z paniami z administracji, by zobaczyć jak tacy ludzie wyglądają, grzecznie i z zainteresowaniem wysłuchałem ich zgorszenia i przy okazji dostałem gorący temat o pierwszym chyba skłocie w Warszawie. Poszedłem na miejsce, skłot mieścił się w nieistniejącej już oficynie Hoża 1a (dzisiaj parking) lub Hoża 3, tuż przy Placu Trzech Krzyży. To była rozpadająca się rudera, ze schodami wzmacnianymi stemplami by się nie zawaliły, ale dla jej mieszkańców była rajem. 

Porozmawiałem ze wszystkimi lokatorami, spisałem w trochę młodopolskim stylu, ale takie były czasy, reportaż literacki rządził, chodziłem. od redakcji do redakcji i nawet odniosłem pewien sukces, chwalono, owszem a w „Kulturze” obiecano mi publikację… ewentualnego wywiadu z Wiolettą Villas „ona lubi młodych chłopców, nie odmówi panu”. 

Nie czułem się prześladowany, nie obnoszę się z kombatanctwem, nigdy nie dostałem lekcji wychowania policyjną pałką, ale miałem coraz silniejsze poczucie braku kompatybilności z „tym krajem”

Tekst reportażu gdzieś chyba zachowałem, jeśli go znajdę, i nie będzie zbytnio grafomański postaram się go umieścić. Ale nie obiecuję.

Wczoraj odwiedziłem miejsce sprzed 46 lat. Dom i oficyna, bohaterowie reportażu, zostały wyburzone, ale sąsiednie budynki nie są wcale w lepszym stanie. Centrum Warszawy, wokół wychuchane cacka fin de sieclowe i wśród tego wszystkiego w najbardziej reprezentacyjnej dzielnicy rozpadające się rudery i obskurny parking.

Kliknij poniżej by przeczytać tekst i obejrzeć zdjęcia z wczoraj:

Gałąź Eliaszowa. Jacek i Jarosław Kurski

Gaon Wileński, dwie z kopii oryginalnego portretu wykonanego przez jednego z jego uczniów

Współcześni potomkowie Gaona Wileńskiego w Polsce 

Gaon Eliyahu Ben Shlomo Zalman, „Gaon Wileński” ->

syn Rabbi Yehuda Leib Vilner ->

syn R’ Yissachar Ber Wilner (Vilner), rabin  ->

syn Mosiek Abraham Wilner, kupiec ->

córka Bluma (Balbina) Bernstein (ur. Wilner) ->

syn Józef Niemirowski (Bernstein) ->

córka Teodora Modzelewska (Djunia/Dziunia Bernstein) -> 

córka Anna Kurska (z d. Modzelewska) ->

syn: Jacek Kurski

syn: Jarosław Kurski

Gaon Wileński, dwie z kopii oryginalnego portretu wykonanego przez jednego z jego uczniów

Profesor Paweł Śpiewak autuje Jacka Kurskiego

No nie, jeśli ktoś z tytułu wniósł, że Paweł Śpiewak nazwał Jacka Kurskiego gejem, to się przeliczył. Tak wesoło jeszcze w Polsce nie ma.

W wywiadzie dla wiadomo.co Prof. Paweł Śpiewak: Polacy nie umieją poczuć się Żydem w lipcu 1942 roku tak mówi o zalewie politycznej propagandy i mowy nienawiści w publicznej Telewizji Polskiej i o jej prezesie:

To jest żywienie się prostactwem i jego uszlachetnianie. Im głupiej, tym lepiej, dlatego zależy wielu propagandzistom na ogłupianiu ludzi. I to jest największa zbrodnia np. Jacka Kurskiego.

To jest człowiek, który za to, co robi, powinien stanąć kiedyś przed sądem. Wszystko zaczęło się już wcześniej, od „dziadka z Wehrmachtu”, którego wypominał Tuskowi. Obrzydliwiec! Potomek Gaona z Wilna powinien inaczej się zachowywać.

Czyli za „dziadka z Wehrmachtu” uderzył w Jacka Kurskiego „prawnukiem gaona z Wilna”. Gaonowie, (hebrajskie ‚geonim’, גאונים) to tytuł rabinów w dwóch szkołach talmudycznych w średniowiecznej Babilonii, uznawanych powszechnie za duchowych przywódców żydów w ówczesnym świecie i za autorytety w sprawach wiary. W okresie późniejszym gaon (duma lub blask, w przenośnym znaczeniu geniusz) stał się tytułem grzecznościowym lub godnościowym, którym obdarzano największych uczonych w Piśmie swojego czasu. Jednym z największych autorytetów w interpretacji i komentowaniu Talmudów (Jerozolimskiego i Babilońskiego) był żyjący w latach 1720-1797 Eliasz ben Salomon Zalman (Elijahu (Eliasz) ben Szlomo (Salomon) Zalman , Eliasz, Gaon z Wilna; Elijahu z Wilna, zw. Wielkim Gaonem Wileńskim lub HAGRA (akr. od Ha-Gaon Rabi Elijahu, pisane przez alef)), zwany „ojcem krytyki talmudycznej”. 

Powiedzenie mówi „potrząśnij drzewem genealogicznym któregokolwiek ze znamienitszych polskich rodów (nie trzeba dodawać ‚szlacheckich’, bo ani chłopi polscy, ani mieszczanie genealogii nie posiadają, ani znamienitych rodów nie tworzą) a spadnie z niego rabin”. Moje zainteresowanie genealogią jest znikome, żaden z moich przodków nie uwieczniony jest u Niesieckiego, żaden nie jest wymieniony wśród posłów Sejmu Czteroletniego, wszystko co wiem, wiem z opowieści rodzinnych, a te nie sięgają zazwyczaj głębiej niż trzy-cztery pokolenia wstecz, do pra- i prapradziadków. 

Inaczej z rodami szlacheckimi, koligacje, pokrewieństwa, pochodzenie, herby, przywileje, dokumenty, pokolenia, powinowactwa są skrzętnie zbierane i spisywane, to powód do dumy, gdy ustrzeli się kogoś uwiecznionego na kartach historii lub przyczyna, hm, głębokiego zapomnienia gdy trafi się na kogoś mniej godnego i mało nadającego się do publicznego pokazywania. Ot, jakiś chłopski syn, dorobkiewicz, a niechby nawet drobny urzędnik, nauczyciel z awansu, wżenił się w stan szlachecki. Nie ma się niby czego wstydzić, ale i chwalić tym też nie.   

Ale skoro jeden z twórców Narodowej Demokracji, bliski współpracownik i przyjaciel Romana Dmowskiego, Bohdan Wasiutyński, ożenił się z Żydówką to właściwie drobna szpila wbita w miękką część ciała Jacka Kurskiego też może mieć brylantową główkę prawdy. Informacje o przodkach Jacka Kurskiego z znajdowane tu i ówdzie są dosyć skąpe, wikipedia mówi najwięcej o matce, Annie Kurskiej, senator RP dwóch kadencji. Jej rodzicami byli Tadeusz Modzelewski, o którym niewiele poza nazwiskiem wiadomo i Teodora z Niemirowskich, miłośniczka i zbieraczka haftów ludowych. 

Sięgnąłem do największego polskiego repertorium genealogicznego, czyli na stronę internetową prowadzoną przez M.J. Minakowskiego, Genealogia potomków Sejmu Wielkiego. Jest tam pod linkiem www.sejm-wielki.pl/b/sw.303649 wymieniony Tadeusz Modzelewski, z błędną datą urodzin (1860). Ale dalsze śledzenie linii genealogicznych wymaga opłacenia dostępu. No nie, mogę poświęcić nieco wolnego czasu, ale gotówki nie zamierzam wydawać na niewinne, przelotne hobby. Dowiedziałem się jedynie, że pradziadkami Jacka Kurskiego byli Narcyz i Klara Weydlich. Z kolei pobieżnej genealogii Weydlichów wynika, że byli po dziesięćkroć skoligaceni z Modzelewskimi, małżeństwa między kuzynami z obu rodów były bardzo częste, trudno powiedzieć z jakiej przyczyny.

Ale podobnie jak polska szlachta, tak i Żydzi prowadzą staranne zapisy genealogiczne, zwłaszcza dla wielkich, zasłużonych mężów, rabinów, uczonych, choć bez herbów, malowanych na stronie tytułowej kroniki rodzinnej (chyba?). Jeden z potomków, w ósmym pokoleniu, Gaona z Wilna, pochodzący z Australii, ale mieszkający w Izraelu Chaim Freedman, poświęcił życie na wyszukiwanie wszystkich potomków swego wielkiego przodka. Jego opus magnum Eliyahu’s Branches: The Descendants of the Vilna Gaon and His Family zawiera na 704 stronach 20 000 nazwisk dzieci, wnuków, prawnuków itd z siedmiu i ośmiu pokoleń od czasów Eliasza ben Salomona do ostatnich lat XX wieku. 

Do recenzji dzieła Freedmana dołączony jest internetowy plik w pdf, dostępny pod adresem www.avotaynu.com/books/GaonIndex.pdf, zawierający indeks nazwisk. I co za traf, na stronie 307 znajdujemy zarówno Modzelewski, Tadeusz jak i Niemerowski, Yosef (Bernstein). Oboczność nazwisk Niemerowski/Niemirowska może z największą dozą prawdopodobieństwa wynikać z pomyłki , te polskie nazwiska dla nienawykłego oka wyglądają niczym chińskie piktogramy, randomalnie poustawiane litery zakończone na -ski. Wiem coś o tym, o nieszczęsnych wysiłkach Szwedów wyginających moje dość nieskomplikowane nagromadzenie niespodziewanych spółgłosek na przedziwne sposoby. Nawet zbierałem co bardziej zaskakujące pisownie mojego nazwiska z listów adresowanych do mnie.

Niestety, całości dzieła Freedmana nie ma w internecie, obowiązki zawodowe nie pozwalają mi na wyprawę do Humlegården w Sztokholmie, do mieszczącej się tam Biblioteki Królewskiej (Kungliga Biblioteket, szwedzka biblioteka narodowa), by zamówić do czytelni książkę o potomkach wielkiego Gaona z Wilna.

Ale zajrzyjcie do indeksu sami, może wasz wzrok natrafi na kuzyna lub kuzynkę z bocznej gałęzi, czy wżenionego prawujka.

Gaon z Wilna, Eliasz ben Salomon Zalman, rabin, komentator Talmudu „ojciec krytyki talmudycznej” jeden z największych autorytetów religijnych. Ja bym się tego antenata nie wypierał. 

PS. Jeśli ktoś pyta, dlaczego nie wymieniłem drugiego z Kurskich, to powołam się na anegdotę o pewnych bliźniakach „jeden z braci Kaczyńskich jest Żydem, tylko nie wiadomo który” 

Tajemnica pochodzenia. Drzewo genealogiczne braci Kurskich

Dwa lata temu, zainspirowany wyautowaniem Jacka Kurskiego przez Pawła Śpiewaka poszperałem nieco i we wpisie Profesor Paweł Śpiewak autuje Jacka Kurskiego próbowałem rozwikłać tajemnicę pochodzenia braci Kurskich. Nie robiłem tego jednak z odpowiednim zapałem, nie chciałem ani płacić za dostęp do bazy danych największego współczesnego polskiego genealoga M.J. Minakowskiego, ani sprowadzać w ramach międzynarodowej współpracy bibliotecznej dzieła Chaima Freedmana,  Eliyahu’s Branches: The Descendants of the Vilna Gaon and His Family by sprawdzać tropy. Zadowoliłem się jedynie zerknięciem do dostępnego w sieci indeksu nazwisk do dzieła Freedmana, https://www.avotaynu.com/books/GaonIndex.pdf, i znalazłem tam zarówno nazwisko ojca Anny Kurskiej, Tadeusza Modzelewskiego, jak i w wersji z błędami literowymi nazwisko Niemerowski, Yosef (Bernstein). Postawiłem śmiałą tezę, że Niemerowski=Niemirowski i na tym zakończyłem swoje badania.

Na szczęście inni nie byli tak leniwi i doprowadzili dzieło, niczym Tezeusz kierujący się nicią Ariadny, do szczęśliwego rozwikłania tajemnicy pochodzenia dwóch najbardziej wpływowych braci-dziennikarzy w Polsce. Można o tym przeczytać w uzupełnionym pół roku temu biogramie Anny Kurskiej na Wikipedii:

Pochodziła z rodziny ziemiańskiej. Ojciec, Tadeusz Modzelewski (1867–1936), syn Narcyza i Klary z Weydlichów, był właścicielem majątku na dawnych ziemiach Rzeczypospolitej (pozostawionego po rewolucji październikowej na tzw. sowieckiej Ukrainie). Matka, Teodora (1887–1969), córka Józefa Bernsteina vel Niemirowskiego i Anny z Sommersteinów, regionalistka i badaczka haftów, tkanin oraz strojów Warmii i Mazur, pochodziła z rodziny żydowskich kupców (jej bratem był Lewis Bernstein Namier).

Tak więc uwaga Pawła Śpiewaka doprowadziła mnie na właściwy trop tajemnicy pochodzenia braci Kurskich, ale wrodzona niechęć do większego wysiłku spowodowała, że kto inny podążył śladami i rozwikłał splątane, ukryte nici.

Miłośnikom genealogii polecam jeszcze utworzone również całkiem niedawno drzewka genealogiczne Józefa Bernsteina Niemirowskiego i Tadeusza Modzelewskiego na stronach

https://www.geni.com/people/J%C3%B3zef- Niemirowski/6000000013333673247 

oraz https://www.geni.com/people/Tadeusz-Modzelewski-h-Trzywdar/6000000039456449354

i podążanie linkami. Może uda wam się znaleźć coś ciekawszego jeszcze?

Nie każdy ma w rodzie i wielkiego Gaona Wileńskiego i Lewisa Namiera, jednego z akuszerów historii, który przyczynił się do powstania/odrodzenia dwóch państw – Polski po I WŚ i Izraela po II WŚ.

Dziadek z Wilna czyli genealogia braci Kurskich

Bluma Bernstein

Bluma Bernstein

Zachęcony afiszem z ulicznego słupa ogłoszeniowego udałem się do Żydowskiego Instytutu Historycznego na wystawę poświęconą żydowskiemu geniuszowi-komentatorowi Tory i Talmudów, Elijahu Ben Szlomo Zalmanowi, znanemu jako Gaon (geniusz, światłość) Wileński

Popędziła mnie tam (nie)zdrowa ciekawość, miałem mikrą nadzieję, że dowiem się nareszcie wszystkiego o pokrewieństwie w prostej linii między braćmi Jarosławem i Jackiem Kurskimi a Gaonem. Niestety, w tym względzie moja ciekawość nie została zaspokojona.

Ale i tak wystawa była pouczająca. Eliasz, okazało się, był nie tylko pierwszym nowoczesnym komentatorem Talmudów, stosującym metodę filologiczną, a posiadając taką broń łatwo kosił amatorów i ignorantów, ale również, całkiem na poważnie, kabalistą i znawcą amuletów. Odbyłem po zwiedzaniu zupełnie prywatną rozmowę o kabale jako podstawie psychoanalizy, myśleniu symbolicznym, tłumaczeniu symboli i wydobywaniu nieświadomych znaczeń. 

No dobrze, ale jak wyglądała linia pokrewieństwa łączącego braci Kurskich z Gaonem Wileńskim? Jak wiadomo pierwszym, który o tych związkach rodzinnych poinformował, w sposób dość ezoteryczny, był Paweł Śpiewak. 2 lata temu próbowałem pójść tym tropem, dotarłem nawet do pradziadka Kurskich, Józefa Niemirowskiego (Bernsteina), ale dalej trop się urywał. Tym razem poświęciłem rozwiązywaniu zagadki nieco ponad godzinę, okazało się to dość proste, od chwili mojego pierwszego wpisu w temacie białe plamy zostały wypełnione przez zapalonych badaczy własnej i cudzej genealogii, pokrewieństwo potwierdzone bez luk, chwila kopiuj-wklej i mamy kompletny łańcuszek. Urywa się co prawda na ostatnim ogniwie, ale od czego Wikipedia i inne źródła. 

Pominąłem starania o polską transkrypcję, nie znam alfabetu, nie znam oryginalnych zapisów po hebrajsku, próba rekonstrukcji z angielskiego zapewne prowadziłaby w lotne piaski błędnych interpretacji i zgadywanek, co angielskojęzyczny interpretator miał na myśli i jak odczytał źródła. Dość powiedzieć, że u niego prapolska „Dziunia” stała się „Djunią”, więc nie było sensu porywać się.

To co? Jedziemy?

Poniżej pełne informacje biograficzne z odnośnikami do portalu genealogicznego geni.com:

Gaon Eliyahu Ben Shlomo Zalman, „Gaon Wileński”

(https://www.geni.com/people/Eliyahu-Gaon-of-Vilna/377233260970005800)

Hebrajski: אליהו בן שלמה זלמן ((הגר”א)), הגאון מוילנא

Znany jako: „אליהו הגר”א מווילנא”, ” הרב אליהו הגאון מוילנא”

Data urodzenia: 23 Kwiecień 1720, Sielec, Białoruś (Sialiec, Biaroza Raion)

Data śmierci: 09 Październik 1797 (77), Wilno

Miejsce pochówku: Wilno

Najbliższa rodzina:

Rodzice: Rabbi Shlomo Zalman, [Father, GRA] i Treina żona, Shlomo Zalman, [Mother, GRA]

żona: Chana bat Yehudah Leib z Kiejdan, [żona, GRA Gaon of Vilna] i Gittel GRA 2ga żona

dzieci: ch.#1 dau. GRA, [died young]; Khiena żona, Moshe, z Pińska; Pesia Bathia Donchin, ch. #3 GRA; żona, Yechezkel Segal, ch. #4 of GRA; Shlomo Zalman Vilner, ch. #5 GRA; Rabbi Yehuda Leib Vilner, ch. #6 GRA; Rabbi Avraham Vilner, [ch. #7 oGRA] i Tauba żona, Uri Shraga Feibush

Rabbi Yehuda Leib Vilner, ch. #6 GRA (https://www.geni.com/people/Yehuda-Vilner-ch-6-GRA/6000000001544088397)

Hebrajski: יהודה לייב ווילנער, ch. #6 GRA

Znany jako: „ליב”

Data urodzenia: około 1764, Wilno

Data śmierci: 1816, Neustadt-Sugunt, (Kudirkos Naumiestis/Władysławów), Litwa

Najbliższa rodzina:

ojciec Eliyahu, „Gaon of Vilna” i Chana bat Yehudah Leib z Kiejdan, [żona, GRA Gaon of Vilna]

żona: Liba Avraham Vilner 1766-1816

dzieci: R’ Yissachar Ber Wilner; Ester Komisaruk; Golda Friedlander; Gittel Danzig; Josef Ezekiel Vilner Tuviah Jurbarsky; Hinde Cohen; Freidel Warszawsky; Menka Menkin (Vilner); Leyzer Vilner; Kasriel Vilner; Benjamin Vilner; Zev Velvel Komisar i Raphael Vilner

R’ Yissachar Ber Wilner (Vilner), rabin (https://www.geni.com/people/Yissachar-Wilner/6000000003295179523)

Hebrajski: ר’ ישכר בער ווילנער

Znany jako: „Yissakhar”, „Isachar”, „Berish”, „Wilner”, „Nadir”

Data urodzenia: pomiędzy rokiem 1780 (w przybliżeniu) a rokiem 1791 (w przybliżeniu), Sereje (Seirijai), Litwa

Data śmierci: 06 września 1845, Warszawa

Miejsce pochówku: Okopowa., Warszawa​​

Najbliższa rodzina:

rodzice: Rabbi Yehuda Leib Vilner, ch. #6 GRA i Liba Avraham Vilner

żona: Golda Wilner

dzieci: Hinda Feywelsohn / Borenstein; Eliasz Wilner; Mosiek Abraham Wilner; Meszulim Zelman Wilner; Szlama Wilner; Markus „Motel” Wilner; Zundel Wilner; R’ Samuel Hasker Wilner; Rywka Laja Slomnicka; Zelda Wilner; Mirla Bramson i Elke Rishe Zetel 

Mosiek Abraham Wilner, kupiec (https://www.geni.com/people/Mosiek-Wilner/6000000013333387811)

Znany jako: „Moszek”, „Willer”

Data urodzenia: około 1815

Data śmierci: 1885, Warszawa

Najbliższa rodzina:

rodzice:  R’ Yissachar Ber Wilner i Golda Wilner

żona: Hinda Wilner

dzieci: Yehuda Leib „Khassid” Vilner; Balbina (Bluma) Bernstein (Wilner); Liba Wilner; Chaskiel Wilner; Ela Wilner; Curtla Wilner; Tauba Kapuchavski; Yissakhar Berish Vilner; Shmuel Yaakov Vilner i Sarah Vitka Wolf

Bluma (Balbina) Bernstein (Wilner) (https://www.geni.com/people/Balbina-Bluma-Bernstein-Wilner/6000000060771847919)

Jidysz: ווילנער

Znana jako: „Balbina”, „Blima”, „Bernsztejn”, „Berensztejn”, „Balvina”

Data urodzenia:

13 Grudzień 1838, Warszawa

Data śmierci:16 Kwiecień 1894

Miejsce pochówku:

Okopowa, Warszawa

Najbliższa rodzina:

rodzice Mosiek Abraham Wilner i Hinda Wilner

mąż: Jakób Chaim Bernstein*

dzieci Józef Niemirowski; Ruchla Bernsztein; Rywka / Rebeka Jawetz; Debora Bernstein; Anke (Anna) Landau; Stella Eliasberg; Ludwig Bernstein; Tsesha (Cesia) Cecilia Rittenberg; Gabriela Parnas; Flora Erlich; Salomon Bernstein; Dora Rundstein; Malvina Landau; Gitla Pessa Parnas; Sara Bernstein; Izrael Markus Bernstein i Prywatne 

Józef Niemirowski (Bernstein) (https://www.geni.com/people/J%C3%B3zef-Niemirowski/6000000013333673247)**

Data urodzenia: 1858

Data śmierci: 1922

Najbliższa rodzina:

rodzice: Jakób Chaim Bernstein i Balbina (Bluma) Bernstein (Wilner)

żona: Anna Niemirowska (Anna (Tante) Bernstein (ur. Sommerstein))

dzieci: Teodora Modzelewska (Djunia/Dziunia Bernstein) i Ludwik Namier (Lewis Namier Bernstein)

Teodora Modzelewska (Niemirowska) (https://www.geni.com/people/Teodora-Modzelewska/6000000052216663915?through=6000000013333673247)

Znana jako: „Dziunia”

Data urodzenia: czerwiec 1887, Warszawa

Data śmierci: 19 Październik 1969, Gdańsk

Najbliższa rodzina:

rodzice: Józef Niemirowski i Anna Niemirowska

mąż: Tadeusz Modzelewski h. Trzywdar

dzieci: Prywatne i Prywatne

Na tym kończy się dostępność linii pochodzenia braci Jarosława i Jacka Kurskich w portalu genealogicznym geni.com. Pozostałe informacje są prywatne.

Teodora Modzelewska

dzieci: 

Klara Baranowska (z d. Modzelewska) ur. 1925 zm. 1973, Mąż Franciszek Baranowski ur. 1917 w Essen, 3 dzieci. Brak dalszych informacji

Anna Kurska (z d. Modzelewska)

Data urodzenia:

24 sierpnia 1929, Lwów

Data śmierci: 25 sierpnia 2016, Ustrzyki Dolne

Najbliższa rodzina:

rodzice Tadeusz Modzelewski i Teodora Modzelewska

mąż: Witold Kurski

dzieci: Jacek Kurski, Jarosław Kurski

Co mówi sam Jacek Kurski o swojej babce? 

“Babka Jacka Kurskiego – Teodora Modzelewska (z domu Niemirowska) dzieciństwo spędziła na Podolu galicyjskim. Stąd słowa prezesa TVP o „podolskiej linii” imienia jego córki. Dziunia, jak nazywali ją najbliżsi, urodziła się w 1887 roku w Warszawie, w rodzinie ziemiańskiej. Gdy miała 19 lat jej rodzice nabyli majątek Koszyłowce (niedaleko Tarnopola), który wraz z matką odbudowała.”**

(https://www.o2.pl/literatura/anna-klara-teodora-wiemy-co-oznaczaja-imiona-corki-jacka-kurskiego-6623971098885056a)

Nieco więcej, ale w sposób zawoalowany można dowiedzieć się o przodkach od Jarosława i z łam Gazety Wyborczej.

Wśród innych bliższych krewnych Jacka I Jarosława Kurskiego znajdowali/znajdują się m.in. prawnik Ludwik Ehrlich i jego syn, Andrzej Ehrlich, czasami używający nazwiska matki, Andrzej Lawton, powstaniec warszawski, autor, tłumacz (https://twitter.com/jaroslawkurski/status/1161025886717714432, https://www.1944.pl/powstancze-biogramy/andrzej-ehrlich,9581.html), Szymon Rundstein, prawnik prawa narodów,  oraz biochemik, Jakub Parnas i jego syn, Jan Oskar Parnas (https://wyborcza.pl/7,75400,10747151,jakub-karol-parnas-burzliwe-zycie-wybitnego-biochemika.html), długoletni ordynator oddziału chirurgii szpitala w Człuchowie

PS. Nie wierzę w katolicyzm Jacka Kurskiego. Te błogosławieństwa i spotkania z papieżem to puste gesty obliczone na pokaz i punkty do lansu. Ale przecież sami to doskonale wiecie, prawda?

*prywatną, zamkniętą dla postronnych stronę Jakób Chaim Bernstein w My Heritage administruje Ewa Zawistowska, czyżby wnuczka Władysława Broniewskiego?

**Pradziadek Józef Bernstein, zmienił nazwisko na Niemirowski, jego córka, a babka Kurskich, Teodora, już Niemirowska z domu, była matką Anny Kurskiej. Teodora przypuszczalnie urodziła się w Woli Okrzejskiej, podobnie jak jej brat, Lewis Namier (Geni podaje Warszawę, ale jest tam wiele nieścisłości), w tym samym dworku, w którym w 1846 urodził się Henryk Sienkiewicz, a który został kupiony w 1880 przez Józefa Bernsteina z licytacji po śmierci babki Sienkiewicza, Felicjany Cieciszowskiej 

Jakób Chaim Bernstein

Jakób Chaim Bernstein

Józef Niemirowski

Józef Niemirowski

Państwo PiS

W jednym ma rację marny logik, Jan Mak.

PiS to nie są bolszewicy. Choćby z tego powodu, że bolszewicy napędzani byli wyraźnie wyartykułowaną ideologią zbudowaną na substracie marksistowskim, wschodnim i bardzo specyficznym dialektem socjaldemokracji. Tymczasem PiS nie ma ideologicznych fundamentów, to co za ideologię się przedstawia to szmacianka sfastrygowana naprędce z resztek klerykalizmu, nacjonalizmu, solidaryzmu. Ale o ideologii PiS będzie poniżej.

Państwo autorytarne

Owszem, PiS jest autorytarny, w nękaniu opozycji, zwłaszcza tej pozaparlamentarnej, przekracza ramy zakreślone przez reguły demokratycznego państwa prawa, ale przecież daleko mu w metodach nie tylko do terroru porewolucyjnego czy stalinowskiego, ale nawet do umiarkowanego terroru ostatnich lat PRLu, choć rzeczywiście niebezpiecznie sie do nich zbliża, inwigilując organizatorów protestów, czy szczując na opozycję przez usłużne media, z publiczną telewizją na pierwszym planie. Książki Kani i Targalskiego chociażby, „demaskujące” ludzi z jakichś powodów niemiłych władzy, oparte są na tym samym schemacie, co denuncjacje na „Michnika i Kuronia” preparowane przez dziennikarzy na usługach Wydziału Propagandy KC PZPR, zbudowane na materiałach operacyjnych Służby Bezpieczeństwa pochodzących z inwigilacji, podsłuchów, donosów i tzw kompromatów. Bezpodstawne zatrzymywanie na kilka godzin to są też już metody milicyjne, wykorzystywanie policji do nękania opozycji przypomina lata 70-te.

Ale to wszystko można znaleźć w praktykach państw autorytarnych, od satrapii typu wschodniego realizowanych w byłych środkowoazjatyckich państwach posowieckich, z kultem wodza – zbawcy i twórcy narodu, z pomnikami wzniesionymi w centralnych punktach stolic, z prześladowaniami opozycji i łamaniem atrapy Konstytucji. W krajach Bliskiego lub Dalekiego Wschodu od Syrii po Filipiny przemoc policyjna, likwidowanie opozycji aż po znikanie niewygodnych polityków, działaczy i dziennikarzy mają o wiele groźniejszy charakter, niż metody obecnej władzy w Polsce

Ostatnie wydarzenia, zatrzymanie byłych funkcjonariuszy KNF to jednak nowa jakość, niebezpieczne zbliżanie sie do realizacji państwa mafijnego.

Ale nim przejdziemy do opisu pisowskiego państwa mafijnego:

Kleptokracja

Kleptokracja to dosłownie rządy złodziei. Nie chodzi tu o to, że wśród urzędników państwowych znajdą się osoby, które korzystając z możliwości jakie daje im stanowisko wzbogacaja sie niejawnie, łamiąc prawo. Metody są różne, od ordynarnych kradzieży, przez lewe faktury po wymuszanie różnego rodzaju haraczy od interesantów. Cechą wyrózniającą kleptokcję od zwykłego złodziejstwa jest przyzwolenie. W przypadku państwa PiS autorskim pomysłem jest feudalny system podziału domen. Tak jak średniowieczny suzeren rozdawał zasłużonym wasalom stanowiska, dobra i majątki tak obecnie zasłużonym działaczom partyjnym przydzielane są chlebowe posady. W przeciwieństwie jednak do merytokracji do otrzymania satnowiska nie jest wymagany profesjonalizm, jedynym kryterium są zasługi dla władzy uosobionej. Stąd wyniesienie na stanowisko Bartłomieja Misiewicza, stąd oszałamiająca kariera byłego wójta Pcimia, Daniela Obajtka, który za zasługi dla byłej premier Beaty Szydło został wyniesiony na stanowiska prezesa kolejno ARMiR, Energi i obecnie Orlenu. Po drodze i zupełnie przypadkiem również jego brat uzyskał wysokie stanowisko w dyrekcji Lasów Państwowych.

Dla rzeszy funcjonariuszy partyjnych tworzone są fikcyjne stanowiska dyrektorów ds wizerunku, komunikacji, kontaktów, analiz i co tam jeszcze w korporacyjno-kleptokracyjnej nowomowie da się nazwać.

Kleptokarcja nie może obyć się bez nepotyzmu, europoseł Czarnecki załatwia dla swego nieudanego syna nie wymagającą wysiłku synekurę w telefonicznej rozmowie z Mateuszem Morawieckim. Syn szefa wszystkich służb Mariusza Kamińskiego jest rekomendowany przez szefa Narodowego Banku Polskiego, Adama Glapińskiego, na stanowisko w Banku Światowym. Zupełnym przypadkiem w NBP ma stanowisko była żona szefa wszystkich służb.

Adam Glapiński to jeden najwierniejszych z wiernych rycerzy prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, o wielkich zasługach dla partii i prezesura NBP jest zarówno nagrodą za długoletnią służbę jak i gwarancją, że niezależność banku centralnego nie będzie tak skrupulatna i da się ją w razie potrzeby negocjować i omijać. Adam Glapiński lubi rozdawać stanowiska, dwa z nich ds wizerunku i ds komunikacji z wysokim, dyrektorskim wynagrodzeniem otrzymały niewątpliwie wizerunkowo, choć w specyficzny sposób, atrakcyjne młode kobiety.

Wreszcie nie sposób nie wspomnieć o byłej makijażystce prezesa, która na dniach została mianowana wiceministrem sportu.

System wasalny innowatorsko stosowany przez PiS ma w założeniu trzy najważniejsze cele. Oprócz wynagradzania wiernych ma przede wszystkim zalegalizować czerpanie z państwowej kasy i uchronic beneficjentów przed ewentualnymi zarzutami. To nic, że częstokroć na fikcyjnych stanowiskach, niewymagających kwalifikacji, ale wszystko dzieje się – formalnie – na legalnych papierach, nie do podważenia. Co zresztą może okazać się złudne, prawo przewiduje paragrafy dla takich praktyk.

Wreszcie, legalne zyski z niewymagających wysiłku i dobrze opłacanych stanowisk miały powstrzymywać ich beneficjentów przed pokusą nielegalnego wzbogacania się. Okazało się, że nawet najwyższe stanowiska i milionowe dochody nie stanowią zapory dla osobistej chciwości. Brak kontroli, kumoterstwo, wydzielony uprzywilejowany pas kariery nie powstrzymały byłego juz szefa Komisji Nadzoru Finansowego od domagania się „osobistej korzyści na rzecz innej osoby” i szantażowania właściciela dwóch prywatnych banków groźbą nacjonalizacji Getin Bank i Idea Bank. Szantaż i korupcaj są przestępstwami trudnymi do wykrycia, sprawca i ofiara nie są zainteresowane ich ujawnieniem, ale jestem pewien, że przypadek Marka Chrzanowskiego nie jest odosobniony.

Państwo mafijne

To państwo, w którym władza – ze strachu, ze słabości lub dla osobistych korzyści – zezwala zorganizowanym grupom przestępczym na swobodne działanie. Takim państwem stał się Meksyk, poddany bez walki kartelom, czerpiącym ogromne zyski z produkcji i przemytu narkotyków. Podobnie wygląda sytuacja Kolumbii.

W tych państwach jednak organizacje przestępcze sa zewnętrzne w stosunku do władzy i instytucji państwowych.

W Polsce to państwo stało sie organizacja przestępczą, kleptokracją. Dla ochrony własnych interesów władza kleptokratyczna przeprowadza tzw reformę sądów polegającą na likwidacji niezależności sądownictwa i poddania go kontroli i zarządowi władzy wykonawczej. Dlatego tak ważne jest, by prokuratorzy pochodzili z nadania ministra sprawiedliwości, by członkowie Krajowej Rady Sądownictwa dobierani byli z kandydatów również przedstawionych przez władzę wykonawczą – ministra sprawiedliwości lub prezydenta i by wybrani przez KRS sędziowie byli władzy wykonawczej posłuszni, by Sąd Najwyższy i Trybunał Konstytucyjny poddać kontroli i obsadzić wiernymi towarzyszami partyjnymi, w rodzaju Mariusza Muszyńskiego czy Julii Przyłębskiej.

I dlatego Mariusz Kamiński sprawuje nadzór nad śledztwem w sprawie byłego szefa KNF. Jest bowiem osobiście zainteresowany, przez osobę benefaktora swego syna, aby śledztwo nie ujawniło ewentualnych korupcyjnych powiązań między Chrzanowskim i Glapińskim – gdyż to mogłoby uderzyć rykoszetem w jego syna i w niego samego. Zrobi więc wszystko co trzeba by Glapińskiego chronić.

I dlatego 7 byłych wysokich urzędników KNF zostało kilka dni temu zatrzymanych pod zarzutem korupcji i przewiezionych na przesłuchanie do szczecińskiej prokuratury. Jest bardziej niż prawdopodobne, że inicjatywa zatrzymania całego byłego kierownictwa KNF wyszła od senatora z listy PiS, szefa Krajowej Kasy Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych. To jest jego intryga i żądza zemsty, ani Zbigniew Ziobro ani Jarosław Kaczyński nie posiadają wystarczającej wiedzy by przedstawic wiarygodne uzasadnienie.

Senator Bierecki, finansujący z pieniędzy SKOK poprzez spółkę Fratria prorządowe media ma taki właśnie modus operandi – zastraszania i nękania tych, którzy odważyli się na ujawnienie nieprawidłowości w kasach. Przez dziesięć lat nękał procesami i nasyłał, kiedy miał ku temu możliwość, funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego na dziennikarkę Biankę Mikołajewską, która pierwsza ujawniła nieprawidłowości w SKOKach. Wojciech Kwaśniak, były wiceszef KNF naraził się Biereckiemu badaniem kondycji finansowej tej organizacji finansowej, a za zbytnią dociekliwość w sprawie SKOK Wołomin, opanowanego przez gangsterów, został dotkliwie pobity, uratowany od niechybnej śmierci przez zaniepokojonego sąsiada.

Oto dlaczego mafijnemu państwu potrzebne sa uległe sądy, dlaczego prezes Glapiński próbuje uzyskać od posłusznego sądu zakaz publikacji materiałów prasowych na swój temat, dlaczego Mariusz Kamiński nie będzie drążył sprawy Chrzaneckiego a senator Bierecki może dla zemsty poprzez ministra sprawiedliwości nękać rzetelnych urzędników nadzoru finansowego.

Ideologia czyli faszyzm light

Początkowo nie ma wykrystalizowanej ideologii ani filozofii politycznej. Opiera się na kulcie nieomylnego wodza i na mitach polityki historycznej. Według Mussoliniego abstrakcyjne rozważania ideologiczne należało odrzucić na rzecz dyscypliny i podporządkowania woli il Duce (wodza) a słowa zastąpić czynami.

Dojrzały faszyzm jest anty-demokratyczny, anty-parlamentarny, anty-liberalny politycznie i gospodarczo, anty-obywatelski, anty-intelektualny, anty-indywidualistyczny, skrajnie nacjonalistyczny z ubóstwieniem narodu i państwa. Narodu bardziej rozumianego jako wspólnota historyczna niż etniczna czy rasowa.

Państwo urządzone jest na kształt korporacji, organizacji zrzeszających wspólnie pracowników i pracodawców, ale pod nadzorem partii. Sytuacja uległa zmianie wraz z objęciem władzy. Dużą rolę odgrywa symboliczna estetyka od rózg liktorskich po monumentalne projekty architektoniczne.

We włoskim faszyzmie nurt antysemicki właściwie nie istnieje i to odróżnia go zarówno od nazizmu jak i polskich ruchów inspirowanych faszyzmem. Od nazizmu odróżnia go również zasada korporatywizmu i pozostawienie działalności gospodarczej w prywatnych rękach.

A teraz rozrzućcie elementy tej układanki i ułóżcie puzzle w nowy sposób. Nie musicie brać wszystkich klocków aby osiągnąć zadowalający i – przyznacie – zaskakujący wzór.

O czym my wogóle dyskutujemy

Potworny harmider, kakafonia głosów głupich i głupszych.

Czy można zakłocać uroczystość religijną? Czy wolno przeszkadzać w trakcie modlitwy? Czy mogę wyrażać swoja niezgodę na zawłaszczanie przestrzeni publicznej przez religijne, a w tym konkretnym przypadku nawet niby-religijne – bo po prawdzie to jakaś czarna magia, gusła i wybudzanie upiorów do półżycia (nikt już w tym kraju nie wie, że Kościół uznaje realność upiorów, demonów, duchów, obcych bogów wręcz i realność wzbudzania ich do ponownego półżycia?)? Czy mogę nie zgadzać się na te orszaki, stroiki, kwiatuszki, szarfy?

Ależ oczywiście – Konstytucja daje ci to prawo. Prawo, silnie ograniczone ostatnio wprowadzonymi „uprecyzyjnieniami”, ale ciągle jeszcze – choć nie wiadomo jak długo – dające ci wolność wypowiedzi.

No ale przecież trzeba uszanować uczucia religijne, to nie wypada, to w złym guście, niegrzeczne, nieuprzejme. Przypominam, że kategorii dobrego wychowania, jako warunku leglności lub zasadności protestów nie ma nigdzie. Weż, idź się walić

ze swoimi wezwaniami i napomnieniami gdy wyłazisz ze swoją wiarą w miejsce publiczne i nakazujesz innym okazywanie jej szacunku.

Otóż ja nie muszę okazywac twojej wierze szacunku. Mogę nią w ramach wolności sumienia pogardzać, mogę uważać za zabobon, zboczenie, aberację, urojenie, mogę mieć jak najgorsze o niej zdanie i – gdy ty publicznie z nia się obnosisz – ja publicznie mogę z niej drwić.

To zasada agory, miejsca publicznego, gdzie każdy może głosić swoje przekonania, ale też każdy może te przekonania wykpić i ośmieszyć.

Co ja mówię – ośmieszyć? Nikt nie potrafi tej waszej niby-wiary ośmieszyć lepiej niż wy sami – hipokryzją, kiczem, odpustowo-funeralną estetyką i pokracznością.

Przeciw libertarianom

Fenomen polskiego libertarianizmu.

Rozumiem – gdybym miał milion dochodu rocznego i dziesięć milionów oszczędności – zacząłbym się zastanawiać. Gdybym miał dochodu i oszczędności dziesięć razy więcej zacząłbym sarkać na państwowy aparat represji, głupie przepisy i bezsensownie wydawane podatki.

Gdybym zaś miał dochód stukrotnie wyższy zapewne wyposażyłbym prywatną, dyskretnie odzianą armię i skutecznie zrealizował postulaty wolnościowców – dla siebie, kto powiedział, że wolność jest dla wszystkich?

Ale skąd nieodwzajemniona miłość do libertarianizmu u pryszczatych adolescentów na garnuszku u rodziców? Skąd te kilometrowe opusy wypisywane na cześć Anais Nin (no nie, nie wierzę) Ayn Rand przez chuderlawych studentów bezsensownych, nieopłacalnych, kierunków humanistycznych, skąd łysiejący faceci pod trzydziestkę marzący na jawie? Jak znam życie staliby się pierwszą ofiarą nowych porządków, niezaradni i nie nazbyt doświadczeni, pozbawieni swoich nędznych etatów na państwowej posadzie. Przecież nie mieliby szans, przecież państwo chroni ich i otula kołderką, państwo istnieje przede wszystkim dla nich.

To oczywiście cargo cult, przekonanie, że wystarczy naśladować poglądy możnych tego świata, by bogactwo, władza spłynęły na wyznawców, by uwolnili się od nielubianych obowiązków belferskich, czy bibliotekarskich, by rozwinęli skrzydła i ukazali zdumionemu światu przepych, wdzięk i kolorowe ubarwienie piór,

i niczym ci oczekujący na lądowanie samolotów wypełnionych wszelkim dobrem Papuasi imitują zachowania mające sprowadzić na nich powodzenie. Podobnie jak Papuasi budujący w dżungli pasy startowe, imitacje wież kontrolnych i makiety samolotów z gałęzi i liści – tak i oni budują tasiemcowe rozprawy agitacyjne roztaczające przed jeszcze bardziej pryszczatymi adolescentami oszałamiające wizje oczekujących na nich dóbr – gdy tylko opresyjny aparat przemowy państwowej upadnie.

A jakby wyglądał świat, w którym państwowe instytucje implodują lub zanihilują się? Ano, z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że wyglądałby jak świat bez państwowych instytucji.. Ta utopia nie została nigdzie zrealizowana na pełną skalę, ale istnieją przykłady historyczne i współczesne wskazujące na możliwe kierunki ewolucji takich nisz wolnościowych. Takim poligonem doświadczalnym jest na przykład Somalia, od 30 lat bez funkcjonującego rządu. Pustkę po upadku władzy państwowej wypełniają struktury klanowe – nie jestem przekonany, by nasi libertarianie byli specjalnie zachwyceni perspektywą przejęcia funkcji państwowych przez instytucje Pruszkowa i Wołomina, a tak mniej więcej można opisać stan anarchii i terroru panujący przez wiele lat w Somalii. Zresztą, upadek państwa i zanik instytucji  stojących na straży bezpieczeństwa i majątków obywateli doświadczyła tuż powojenna Polska, póki nowa władza kontrolowała tylko główne miasta, a i to nie w pełni. Płytkie zachwianie funkcji państwowych nastąpiło też po 89 roku, i od razu dało rezultat w postaci nasilenia przestępczości.

Idee libertariańskie były po wielekroć próbowane w wolnym świecie internetu – i za każdym razem kończyły się podbnie. Tam gdzie z powodów ideologicznych porządku nie pilnowały odpowiednie służby, egzekwujące przestrzeganie wyznaczonych zasad, tam władzę przejmował internetowy melanż troli wszelakich typów.

A na dniach FBI aresztowało twórcę wolnościowego portalu Silk Road. Ten tajny, libertariański z założeń, niezależny od państwa i niekontrolowany rynek wymiany dóbr szybko stał się miejscem zakupu narkotyków, broni, wymiany pornografii.

Jak na razie eksperymenty libertariańskie wypadają więc niezachęcająco, przynajmniej dla wszystkich, poza pryszczatymi adolescentami. Ale i tym znikną kiedyś pryszcze, oni sami znajdą partnerki seksualne, założą rodzinę i wstydliwie schowają na dno szafy, nigdy naprawdę do końca nie przeczytany i nie zrozumiany egzemplarz Atlasa Zbuntowanego.

Zapewne z całej przygody libertariańskiej pozostanie im jedynie głębokie przekonanie, że: „Somalia? Nigdy mnie to za bardzo nie interesowało. To jest w Afryce, prawda? Musimy o tym pamiętać. Przecież w Afryce nigdy nie powstała żadna cywilizacja – to tylko dzikie hordy i społeczności plemienne, więc nie brałbym Somalii pod uwagę.”

PS. W zdjęcia można i należy klikać, aby zobaczyć je w pełnym rozmiarze. Jeśli ktoś zechce pożyczyć sobie któreś z nich, proszę pozostawić o tym wiadomość w komentarzu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zapewne jeszcze będę próbował uchwycić brutalny wdzięk tego kompleksu przemysłowego. Wydaje mi się, że otoczenie zieleni powoduje jego zbytnie oswojenie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jesień na czerwono…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

…  na pomarańczowo…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

… i na żółto.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nie wiem, co powoduje, że ten zestrachany szczurek opuszcza swoje bezpieczne schronienie i udaje się na pełną zagrożeń otwartą przestrzeń?

Ostatnie śniadanie z gazetą

 

Wczoraj, zgodnie ze wcześniejszą zapowiedzią, rozstałem się ostatecznie z poranną gazetą do śniadania – od 35 lat roznosiciel gazet wrzucał ją przez szparę w drzwiach (to taki szwedzki zwyczaj, nie ma w większości domów skrzynki na listy, tylko wrzucane są one przez właśnie szparę w drzwiach, niechby pancernych i antywłamaniowych), bladym świtem, nim jeszcze wstałem już czekała, by ją podnieść z podłogi i ziewając dołączyć do nakrycia, składającego się w ten niedzielny poranek z ciepłej kromki świeżo upieczonego chleba (pół na pół mąka pszenna i pytlowa żytnia) na własnoręcznie pędzonym zakwasie, jajka na miękko, gruszki na deser i tym razem jeszcze papierowej gazety, której prawdę mówiąc, nawet mając tyle leniwego czasu w niedzielny poranek nawet porządnie nie przejrzałem, bo zaraz włączyłem próbnie laptopa – i tak, da się przelecieć najważniejsze wiadomości internetem do kęsów przeżuwanego chleba, więc chyba nie powrócę do starych nawyków, zostanie mi tylko nostalgia i blaknące wspomnienie oraz świadomość, że jeśli taki stary info junky jak ja porzuca coś co zaczęło się od prenumeraty lokalnej Upsala Nya tidning, potem była konserwatywna Svenska Dagbladet a od stycznia 1982 nieprzerwanie Dagens Nyheter, to oznacza to, że pogłoski o śmierci prasy papierowej zaczynają się sprawdzać.

Chyba uronię jedną łzę nad przemijalnością świata tego.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Biskup Hoser nie kłamie

Biskup Hoser nie kłamie.

Co prawda od zamieszania minęło już trzy miesiące, a trzy miesiące to dłużej niż wieczność dla roztrząsania jednej z niewiele znaczących kościelnych pyskówek, no ale skoro czekają mnie w niedzielę poważniejsze zajęcia, to lekki skok w bok pozwoli odsunąć w czasie nieuchronne.

Przypomnijmy, że konflikt między popularnym wśród parafian proboszczem a jego zwierzchnikiem trwał i narastał od kilku lat. Na kolejne reprymendy, nakazy i zakazy ksiądz nie reagował i robił, co w swoim mniemaniu uznawał za słuszne.

Dla osoby postronnej trudno w działaniach księdza widzieć coś kontrowersyjnego, że dobierając wystrój swojego kościoła używał żydowskich znaczników? Siła i gwałtowność reakcji świadczy jednak , że ksiądz Lemański naruszył istotne tabu w Kościele Katolickim. Odcinając się, zaprzeczając wręcz związkom z religią żydowską KK dokonuje aktu symbolicznego bratobójstwa. Przecież oglądane z zewnątrz chrześcijaństwo jest genetycznie odpryskiem religii żydowskiej i zaprzeczanie oczywistemu faktowi wydaje się niemądre, czasami małostkowe, a niekiedy groźne.

No, ale KK ma problem ze swoim rodowodem i reaguje histerycznie na wszelkie przypomnienia o pokrewieństwie. Moje związki z KK są luźne i nie bezpośrednie, nigdy nie przeszedłem katechezy, czasami tylko słyszałem echa i opowieści moich kuzynów, nie wiedzieć czemu rozegzaltowanych tłumaczeniami dlaczego KK nie ma nic wspólnego z żydostwem. Przypuszczam, że przykładów pokrętnych zaprzeczeń i mało wiarygodnych tłumaczeń mogliby dostarczyć czytelnicy z KK bliżej związani.

Ciekawe, że w oficjalnym dokumencie Kurii Warszawsko-Praskiej, wystosowanym w odpowiedzi na zarzuty księdza Lemańskiego, przemilczane jest jakich to konkretnie elementów ikonografii i symboliki żydowskiej użył ksiądz Lemański, tak jakby samo ich nazwanie było niebezpieczne:

Omawiano sprawy wystroju liturgicznego w kościele parafialnym w Jasienicy, a szczególnie użycia symboliki religii żydowskiej w katolickiej przestrzeni liturgicznej. Dotyczyło to zrealizowanego bez uzgodnień z Kurią Biskupią wystroju prezbiterium i projektu pomnika poświęconego zamordowanym Dzieciom Betlejemskim.

Oświadczenie Kurii Warszawsko-Praskiej odnosi się do rozmowy dyscyplinującej, jaką z księdzem Lemańskim odbył jego zwierzchnik, arcybiskup Henryk Hoser. Ciekawe, że choć rozmowa odbyła się w cztery oczy i nikt postronny w niej nie uczestniczył, to oświadczenie wydane jest nie przez Hosera a przez Kurię. Pamiętajcie więc na przyszłość, że jeśli zdarzy wam się odbyć poufną rozmowę z jakimkolwiek dostojnikiem kościelnym, natychmiast sporządzić z niej notatkę i powiadomić o jej treści krąg przyjaciół. Tak na wszelki wypadek.

W czasie tej rozmowy, według ks. Lemańskiego miały paść słowa:

W pewnym momencie arcybiskup dość emocjonalnie zapytał, czy jestem obrzezany. Mnie zatkało. Zareagowałem wtedy inaczej niż teraz. Po prostu spytałem: „Ale o co ksiądz arcybiskup pyta? Jak można?”. A z tamtej strony było spokojne, wyważone, z premedytacją ponownie zadane to samo pytanie: „Niech ksiądz powie, nie ma w tym nic nienormalnego. Niech ksiądz powie, czy ksiądz jest obrzezany, czy ksiądz należy do tego narodu”. 

W oświadczeniu Kurii temu zdarzeniu poświęcony jest poniższy fragment:

Imputowane Księdzu Arcybiskupowi, że miałby dopytywać ks. Lemańskiego o znak obrzezania i o przynależność do Narodu Żydowskiego jest bezsensowne z powodu braku motywów i celu. Byłoby to absurdalne również w świetle danych osobowych ks. Lemańskiego będących w posiadaniu Kurii Biskupiej (dokumenty Chrztu, Bierzmowania, życiorys).

Przy pierwszym czytaniu wygląda to na stanowcze zdementowanie, że słowa przywoływane przez ks. Lemańskiego w ogóle padły. Ale to tylko złudzenie logiczne. Tak naprawdę cytat zaprzecza jedynie jakoby słowa zostały użyte do uzyskania odpowiedzi od ks. Lemańskiego, by ks. Lemański przyznał się do swojego żydowskiego pochodzenia (z takim nazwiskiem – może jeden z Lehmans Brothers?).  I to jest oczywista nieprawda, arcybiskup nie pytał ks. Lemańskiego o jego pochodzenie, bo jak sam przyznaje w kolejnych zdaniach, pierwsze co zrobił to sprawdził zawartość teczek niepokornego księdza. No bo przecież mając dostęp do tego rodzaju materiałów nie musiał o cokolwiek pytać, jego wiedza była pewna i pochodząca z samego źródła.

Oj, moi drodzy, wy też macie teczki w parafii? To bądźcie pewni, że są gruntownie przeglądane przez proboszcza. NSA nie ma takich danych, program PRISM może się bujać, CIA mogłoby pobierać nauki w byle parafii, jak zbierać najintymniejsze i najpełniejsze informacje od pokornych owieczek. A co na to GIODO?

Tak więc biskup Hoser nie kłamie, dyktując oświadczenie Kurii, on niczego o pochodzeniu księdza nie musiał się dowiadywać.

Ale czy naprawdę biskup nie wypowiedział słów o obrzezaniu? I czy naprawdę brak było motywu i celu? Oczywiście, że powiedział i że były motywy i cele:

upokorzyć

ubliżyć

pokazać władzę

wyładować agresję.

W środowiskach pawianów służy temu celowi wystawienie na widok przez dominującego samca czerwonych pośladków. Im czerwieńsze pośladki tym mocniejsza pozycja w stadzie. W środowisku kibiców piłkarskim największą obelgą jest nazwanie kibica drużyny przeciwnej żydem, w dyskusjach internetowych podobnie. Dlaczego biskup, tylko z powodu bycia arcybiskupem, nie miałby postąpić podobnie?

Ponieważ ks. Lemański opacznie zrozumiał prostą symbolikę słów biskupa zastosowano wobec niego niesymboliczne działania i pozbawiono prawa wykonywania zawodu, bez możliwości odwołania do Sądu Pracy i GIPu.

Co powinien zrobić ks. Lemański? Rzucić w diabły instytucję KK, niech się nią dalej zajmuje sam Belzebub. Jeśli wiara jest sensem jego życia, są dla niego oferty innych, bardziej otwartych wspólnot. Polecam któryś z tych bardziej przyjaznych kościołów protestanckich. Miałem do czynienia i, mimo żem bezbożnik, mile wspominam kontakty. Dodatkowy plus to niestnienie celibatu, można znaleźć bratnią lub siostrzaną duszę i doznać osobistego spełnienia w związku małżeńskim.

Albo dlaczego miałby nie pójść śladem swojej żydowskiej pasji i nie dokonać konwersji do Chabad-Lubavitch? Z tym nazwiskiem  (może jeden z Lehmans Brothers?) ksiądz nie miałby żadnych trudności.

Poniżej seria znaków. Nie da się już zaprzeczyć – jesień się zbliża

Po kliknięciu na zdjęcie można obejrzeć, jeśli ktoś chce, jego powiększenie.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image